francja – ciąg dalszy wspomnień

Kochani,

Wiem, że bardzo długo nie pisałam; przez około trzy tygodnie nie zabrałam się nawet do napisania drugiego postu z Francji (kończącego serię relacji). Niestety moje problemy zdrowotne przeciągnęły się i nie byłam w stanie… Wszystkiemu winny ból. Po jednym zabiegu straciłam przytomność i upadłam na twardą posadzkę. Baliśmy się, że do moich dolegliwości dojdzie jeszcze wstrząs mózgu, ale na szczęście obyło się bez szpitala. Niestety po upadku poza szyją, bolała mnie jeszcze lewa strona głowy, o ogromnym guzie, który utrzymał się jeszcze tydzień nie wspominając – wtedy nawet leżenie było wyzwaniem.

Pewnie niektórzy pomyślą, że właśnie podczas zwolnienia lekarskiego powinnam pisać więcej (w końcu przeleżałam ten czas w łóżku) – niestety w moim przypadku nie było to możliwe. Ani psychicznie, ani fizycznie nie czułam się na siłach.

Koniec smęcenia, nadszedł w końcu czas na dokończenie relacji z mojej francuskiej przygody :-) Nie będę Was zanudzać opisami (ułatwię też sobie pracę) i zrobię foto relację – a co :-)

imageJa z Joy po pysznym francuskim śniadaniu w naszej ulubionej knajpce niedaleko hotelu.

image

imageTakie przekąski umilały nam czas. Mój mąż przyniósł mi truskawki do hotelu na „kolację”.imagePrzepiękna galeria lafayette w Paryżu – robi wrażenie :)imageimageZnaleźliśmy w końcu sklep MUJI (znam go z Oxford Street z Londynu) i zrobiliśmy skromne zakupy.imagePo zakupach pojechaliśmy pod ogromny wieżowiec znajdujący się w centrum Paryża – Montparnasse. Wjazd na punkt widokowy – 53 piętro – kosztował jedyne 15€ (warto o tym pamiętać, gdyż wjazd na wieże Eiffel’a kosztuje chyba ok 40€ i trzeba czekać w kilkugodzinnej kolejce). Kolejnym plusem jest to, że z wieżowca widać wieżę, a z wieży nie :P imageKolejnym przystankiem była kolacja – czyli to co Kasia lubi najbardziej :) Panował ogólny tłok, mnóstwo restauracji było obładowanych, ale mój mąż wypatrzył niewidoczny dla mnie szyld i powiedział: „tam zjemy” :) To była dobra decyzja!image image image imageimageCo tu dużo pisać… Pyszne jedzenie, wspaniałe towarzystwo, wino i crème brûlée :) Do szczęścia nie brakowało mi niczego więcej!

Kolejny dzień (sobota 31.05.2014) przyniósł nam tak samo wiele wrażeń jak poprzedni. Był tak samo słoneczny i pyszny. Zacznijmy od boskiego śniadania: moja ukochana, krucha bagietka z zapiekanym serem, jogurt z malinami lub truskawkami (kupowałam je naprzemiennie:P), sok pomarańczowy i kawa…image imageWiecie, że bagietki w Paryżu smakują zupełnie inaczej niż np. w PL? Kiedyś Agnieszka T. przekazała mi tę rewelację po wizycie we Francji - uznałam to za bzdurę. Wtedy… teraz niestety zgadzam się z nią i smutna się robię na myśl, że kolejny raz muszę lecieć do Francji, aby zjeść tak pyszne, kruche pieczywo… imageJeszcze raz boskie schodki w moim uroczym hoteliku w trzeciej strefie :) To nie mozaika, to dywan, ale ma swój urok :PimagePocztówki – konieczny element każdej podróży :) image imagePrzerwa na czerwone wino pod muzeum technologii, gdzie znajduję się piękna lustrzana kula. We Francji picie alkoholu w miejscach publicznych jest dozwolone. Choć jak przejeżdżała obok nas tamtejsza straż przyznam, że się bałam… Skinęli nam głową i pojechali :)image imageŻeby nie było, że nie byliśmy pod wieżą Eiffel’a. Poniżej kilka zdjęć francuskich uliczek :)image image image image image image imagePrzeszliśmy spory kawałek od wieży do restauracji. Byłyśmy z Joy tak zmęczone, że tylko dobry humor mojego męża dawał nam nadzieję, że w końcu jakąś dobrą restaurację znajdziemy.imageZamówiliśmy startery do podziału (tak lubię najbardziej, od zawszę twierdzę, że najlepsze danie główne to takie, które składa się z 10 mini porcji o różnych walorach smakowych). Caprese, frytki i croque-monsieur. 8 lat temu podczas wakacji pracowałam we francuskiej restauracji, gdzie jednym z moich ulubionych dań był właśnie croque-monsieur – bardzo chciałam powrócić do tego smaku i udało się :)image imageKrzyś z Joy zamówili szaszłyki z ryżem, a ja przeboską rybę z przeboską (czyżbym się powtarzała…) zieloną fasolką szparagową :) Kiedy już byliśmy upojeni winem, prawie najedzeni i cały czas szczęśliwi poprosiliśmy panią kelnerkę o wspólne zdjęcie. Niestety Krzyś nie zmieścił się na mini kanapie i zaświtała mu inna „pozycja”. Przynajmniej było śmiesznie :PimageNa koniec kolacji Joy mnie podpuściła i wyciągnęła ode mnie, że nigdy nie jadłam ślimaków. I tak pojawiły się na naszym stole… Reszty historii Wam zaoszczędzę :)image I tak skończyla się moja francuska przygoda hotelowym śniadaniem poniżej :)image imageDo następnego :*

Francja – dzień pierwszy

Kochani,

Długo zabierałam się, aby napisać post o krótkim, ale bardzo wyjątkowym pobycie we Francji. Nadszedł w końcu czas :)

Niestety cały czas męczę się z bólem przewianej szyi. Ból był nie do wytrzymania więc nie było mowy, abym na dłużej usiadła do komputera. Niestety mam problem ze spaniem, bo nijak położę głowę na poduszce, dwóch lub trzech albo też bez żadnej i tak mnie boli. To po prostu straszne. Nikomu nie życzę podobnej dolegliwości. Ten post też niestety powstawał na raty.

Do Paryża przylecieliśmy w czwartek ok 11 rano. Joy, zaprzyjaźniona Wietnamka czekała na nas przy odbiorze bagażu. Bardzo  ucieszyliśmy się na jej widok i potem ruszyliśmy w kierunku hotelu. Kupiliśmy ekstremalnie drogi, trzydniowy bilet na wszystkie możliwe opcje transportu za 53€ na osobę. Mega dużo, ale korzystaliśmy z tak wielu pociągów w metrze, że faktycznie było to potrzebne. Na przykład, aby dojechać do hotelu w 3 strefie Paryża musieliśmy przesiadać się  w metrze aż 3 razy. Hotel był uroczy, taki troszkę starodawny, troszkę opuszczony, ale bardzo klimatyczny :)20140611-130744-47264032.jpg

20140611-130743-47263589.jpg20140611-130745-47265437.jpg20140611-130746-47266009.jpg20140611-130746-47266640.jpgNajmniejsza winda na świecie :-P

Gdy dojechaliśmy do hotelu i troszkę się oporządziliśmy nadchodził już powoli wieczór, dlatego też zdecydowaliśmy się na wczesną kolację i spacer po okolicy. Najpierw poszlliśmy do kawiarni, gdzie wypiliśmy świeżowyciskany sok pomarańczowy, desery i prostą bagietkę z masłem. Tak prosta bagietka, a podana świeża po prostu zachwyciła nasze kubki smakowe. A może to klimat  Paryża to spowodował :) Trafiliśmy w końcu do genialnej restauracji z owocami morza. Najedliśmy się muli, kalmarów i innych przepysznych rzeczy. Oczywiście jedzenia jak na naszą trójkę było zdecydowanie za dużo…imageimageimageimagePo obiedzie pozwiedzaliśmy pobliskie uliczki, aż doszliśmy do parku, gdzie odbywać się miały finały French Open 2014, na które specjalnie z USA przyjechała Joy.image Spacer powrotny wykończył mnie maksymalnie, bo jak się okazało wcale nie były to małe odległości. Na szczęście na osłodzenie drogi kupiliśmy magdalenki – boskie :)image

Tak minął nam pierwszy dzień w Paryżu :)

W najbliższym czasie zamieszczę post z ostatnich dwóch dni :)

Do następnego :*

dużo się ostatnio działo… oj dużo…

Kochani,

Nie pisałam dość długi czas, myślę, że nazbierało się około dwóch tygodni. Oczywiście nie dlatego, że o Was zapomniałam :) Miałam tak dużo rzeczy do zrobienia, że w końcu (teraz) mój organizm się zbuntował i powiedział dość. Leże w łóżku na L4, z kołnierzem ortopedycznym na szyi i na lekach przeciwbólowych i przeciwzapalnych. Tak to się czasem kończy, kiedy ktoś jest zbyt aktywny i nie ma choćby jednego wieczoru na regenerację sił…

Zaczęło się od tygodnia przed moim dwudniowym urlopem, kiedy każdego dnia poza pracą miałam „coś”, np. spotkania blogerów, kabaret LIMO, spotkania ze znajomymi czy  z kobietami sukcesu dot. PR i tworzenia logo własnej firmy czy bloga. Trochę tego było, ale były to raczej bardzo przyjemne rzeczy. Aby być wszędzie obecna i miło spędzać czas wychodziłam codziennie ok 7.30 z domu i  każdego dnia wracałam po 22.00.zdjęcieja z Joy

Kilka dni przed urlopem musiałam zrobić zaległe pranie,  spakować się, posprzątać całe mieszkanie przed wyjazdem  i przyjazdem naszego gościa. W nocy ze środy na czwartek spałam 2,5h i ok 3 nad ranem musiałam wstać, aby dojechać na lotnisko. Samolot do Paryża startował po 5 rano. Dlaczego lecieliśmy do Paryża? To naprawdę złożona historia :)

Historia z Paryżem zaczęła się ok roku temu kiedy to do w drodze do USA, dokładnie między New Yorkiem a Phoenix w samolocie obok mnie i mojego męża usiadła starsza Wietnamska kobieta – Joy. Przegadała z moim mężem ok kilku godzin. Okazało się, że ona również pracowała w Intelu (w latach 1975-1977). Pod koniec podróży zaprosiła nas do siebie na kolację – prawdziwą wietnamską zupę i sajgonki.

Mówiąc szczerze byłam w szoku taką gościnnością od obcej kobiety. Wymieniliśmy się telefonami i każdy poszedł w swoją stronę. Nie spodziewałam się, że zadzwoni. A jednak :) Amerykańska otwartość nie po raz pierwszy dała o sobie znać. Kilka dni po telefonie od Joy pojechaliśmy do jej domu za Phoenix i zjedliśmy najpyszniejszą wietnamską kolację ever :) Relacja z tego wydarzenia znajduje się TU. Wiem, że wcale ładnie nie wyglądałam w tak jasnych włosach :P

Będąc w USA spotkaliśmy się z Joy jeszcze jeden raz i zjedliśmy kolację w amerykańskiej restauracji Black Angus z najlepszymi stekami na świecie! Podczas rozmowy wyszło na jaw, że Joy jedzie w następnym roku do Francji na finały rozgrywek w tenisa – Roland Garros. Ustaliliśmy (troszkę poza mną, bo mój angielski nie był wtedy tak komunikatywny jak się okazało ostatnio), że my również odwiedzimy w tym czasie Paryż, spotkamy się z Joy, a nawet przed finałami zabierzemy ją na kilka do Polski.

Tak też się stało :) Joy jutro wyjeżdża z Polski z powrotem do Francji na finały – będziemy je oglądać i wypatrywać jej w telewizorze – trzeci rząd przy prawym rogu boiska :)

Relację z Paryża przedstawię jak będę mogła dłużej usiedzieć przy komputerze (czyli jak kolejne leki przeciwbólowe zaczną działać), wtedy też wszystko dokładnie opisze. Nie będzie tego dużo, bo we Francji spędziliśmy jedynie 3 dni :)

Miłej nocy i trzymajcie za mnie kciuki, aby moja szyja przestała tak mocno boleć i abym mogła zasnąć tej nocy.

Do następnego:*

dr bardadyn i dieta strukturalna

Kochani,

W piątek 23.05.2014 wzięłam udział w przesympatycznym, ale przede wszystkim bardzo zdrowym spotkaniu.  Spotkanie Fit Blog Party zorganizowane przez bar dr bardadym i trójmiejską solniczkę było bardzo miłym zaskoczeniem. Sama świadomość, że mamy w Gdańsku tak pyszny i zdrowy bar nie wystarczy – to trzeba posmakować samemu.
23052014zdjęcie 4 copy 2Bar ten proponuje swoim klientom bogaty wybór sałatek, kanapek, tortilli, panini i calzone, ale przede wszystkim znany jest ze świeżych koktajli o działaniu zdrowotnym. Koktajle powstały wg receptur Dr Marka Bardadyn’a. Wszystkie pozycje w menu powstały wg diety strukturalnej, czyli posiadają ogromne ilości witamin, przeciwutleniaczy oraz składników mineralnych. Obok każdej pozycji znajdują się wartości kaloryczne, więc jest to doskonałe i zdrowe rozwiązanie dla każdego świadomego konsumenta.zdjęcie 2 copyzdjęcie 5 zdjęcie 3 zdjęcie 4Każdy, kto zdecydowałby się na jadanie posiłków przygotowanych wg tej diety zapraszam na stronę dietastrukturalna.pl

Podczas spotkania miałam okazję spróbować zbilansowanych posiłków. Zdecydowałam się na sałatkę doktora posiadającą 368 kcal :) Poprosiłam jednak o pierś z kurczaka zamiast schabu, więc zapewne liczba kalorii uległa małemu przekształceniu :Pzdjęcie 3 copyzdjęcie 1 copy 2 zdjęcie 2 copy 2 zdjęcie 5 copy zdjęcie 4 copySos jogurtowy bazyliowo-pietruszkowy skradł moje serce :) Wszystkim polecam.

Zamówiłam też koktajl wiśniowy. Został przygotowany na bazie mleka sojowego, wiśni, otrębów owsianych, cukry trzcinowego i gorzkiej czekolady :) Polecam.zdjęcie zdjęcie 2 zdjęcie 1

Do zobaczenia na zdrowej sałatce :)

Do następnego :*

one day restaurant MI SMAKUJE

Kochani,

W ostatnią sobotę spędziłam przecudowny dzień. Ok 11.00 wyszłam z domu, aby pojechać na ulicę Ogarną 118, gdzie moje znajome organizowały (po wielu trudach zapewne) One Day Restaurant MI SMAKUJE :) Nazwa trafiona. Ola z bloga Stolik w kropki i Maja z bloga Wszystko co kocham razem ze swoimi znajomymi piekły, gotowały, szykowały i dekorowały wiele pyszności, tak aby tego specjalnego dnia pozwolić zainteresowanym spróbować ręcznie robionych smakołyków.17052014Kiedy w końcu po spacerze przez Stare Miasto dotarłam do Ogarnej (miejsce parkingowe znalazłam w okolicy Madison’a) moim oczom ukazały się takie właśnie smakołyki jak: kanapki z rukolą, gruszką, lazurem i orzechami włoskimi, pieczone pierogi drożdżowe, rogaliki i ciasto z rabarbarem, legumina z kaszy jaglanej, bułki z papają i pietruszką, krem czekoladowo-orzechowy, trufle, muffinki, ciasteczka kruche, bezy i wiele wiele innych przysmaków.zdjęcie 4 copyzdjęcie 1 copy zdjęcie 1 zdjęcie 2 copy zdjęcie 2 zdjęcie 3 copy zdjęcie 3zdjęcie 4 zdjęcie 5Dziewczyny bez dwóch zdań się napracowały, pewnie w nocy nie zmrużyły oka :)

Oby więcej takich wspaniałych inicjatyw!

A w najbliższy czwartek odwiedzę Halę Olivię w Gdańsku, gdzie co tydzień odbywa się Gdański Bazar Natury w godzinach 14.00-19.00. Zakupić będzie tam można warzywa z przydomowych ogródków, wędzone ryby, naturalne kosmetyki i jajka od kur niosek :)

Po wizycie w jednodniowej restauracji pojechałam na długo wyczekiwane spotkanie. Odwiedziłam Magdę S., z którą mieszkałyśmy kilka lat w jednym domku szeregowym w Sopocie (ach te czasy studenckie). Magda mieszka obecnie w Gdyni, w pięknym białym mieszkanku z drewnianymi akcentami, urządzonym przez nią i Kubę praktycznie własnymi rękoma. Wnętrzem byłam po prostu zachwycona… Każdy słoiczek opleciony sznurkiem, skrzyneczki, doniczki, szafka ręcznie malowana czy wieszak na kurtki a’la sztalugi to zbiór niebanalnych i wręcz recyclingowych dzieł sztuki. Mam nadzieję, że to nie ostatnia nasza wspólna kawa w tym cudownym wnętrzu :)

Do następnego :*