dzieciństwo

Kochani,

Jedno słowo:

Dzieciństwo

Jak je pamiętasz? Ile uśmiechów, ile przelanych, bezwartościowych łez? Ile lizaków i gum Donald czy Turbo? Może pamiętasz smak kukuruku; mojego ulubionego wafelka? 45328cfc9e1727ace87e43c5cbd2b7a3Pamiętasz?

Naukowcy twierdzą, że nie jesteśmy w stanie pamiętać tego co wydarzyło się przed trzecim rokiem naszego życia. Ma to związek z tzw. amnezją dziecięcą. Wiedziałeś o tym? W pierwszych latach życia mózg małego dziecka rozwija się bardzo szybko, powstaje mnóstwo komórek nerwowych. Liczne połączenia między nimi powodują zanikanie wspomnień i powstanie kolejnych. Inni wiążą to z traumą dziecięcą, którą po prostu wypieramy. Może powodem jest to, iż dopiero kiedy uczymy się mówić jesteśmy w stanie połączyć obraz z jego opisem i zapamiętać go na dłużej?

Jakie jest Twoje pierwsze wspomnienie?

Pamiętam kiedy rodzice odprowadzali mnie do przedszkola wakacyjnego. Pierwszy dzień był traumą, ponieważ miałam trafić do nowej grupy, a moja siostra i nasze dwie kuzynki do zerówki. One razem, ja sama. Kiedy tata oddawał mnie przedszkolance tak bardzo krzyczałam i kurczowo się go trzymałam, że panie nie były w stanie mnie oderwać. Postanowiono wysłać mnie zatem do zerówki razem z siostrą i kuzynkami. Czy to pamiętam? Czy skojarzyłam tę sytuację z opowiadań? Pamiętam ją jakby z boku. Oczami innego człowieka, jakby stojącego obok. Z tego przedszkola pamiętam jeszcze jedną rzecz (w tej sytuacji jestem pewna, że jest to moje własne wspomnienie). Jak większość dzieci nie chciałam jeść polanych obrzydliwym sosem pulpetów na przedszkolny obiad. Pamiętam Weronikę, której mama ustaliła z wychowawczyniami, że jak nie chce to nie musi jeść. Pamiętam ją radośnie „kicającą” po dywanie, gdy inne dzieci nieszczęśliwe siedziały przy małych drewnianych stolikach i wmuszały w siebie te pulpety. Zwymiotowałam do talerza (tak te obiady były obrzydliwe) i już od następnego dnia kicałam szczęśliwa z nią :) Pamiętam też smutną minę mojej siostry Agnieszki, która znad swoich „pulpetów” patrzyła na nas. Może była za posłuszna, aby zwymiotować i mieć spokój :D

Pamiętam nasze dwie ogromne lalki, po które moja mama stała w długiej kolejce w czasach komuny. Mój bobas był łysy, Agnieszki z włosami; pamiętam jak bardzo mojego kochałam; choć był większy ode mnie.

Pamiętam wózki z lalkami w przedszkolu, których było zawsze za mało i rzadko udawało mi się do nich dostać. Pamiętam pyszny budyń rozlany na małych talerzach ze skondensowanych czerwonym sosem owocowym.

Starsze czasy pamietam lepiej. Na przykład powrót do domu „naszą ścieżką”, gdy nagle zobaczyłyśmy leżące na ziemi ptasie gniazdo, a obok jajeczko. Dziewczyny poszły, a ja chwyciłam za nie i zabrałam ze sobą. Chyba chciałam się nim zaopiekować, ale rozbiło się w kieszeni mojej ślicznej sukienki. Po tym mam traumę.

Pamiętam też wspólne ogniska w sadzie, wyprawę na maliny czy czerwone porzeczki – do tej pory je uwielbiam. Pamiętam zimowe ślizganie się na workach z sianem z wąwozu.

A Ty jakie masz wspomnienie?

Zapraszam do komentowania :)

Do następnego:*

/1/

#seeblogers – zatoka sztuki

Kochani,

Długi weekend był wspaniały. Wiecie dlaczego? Ponieważ zaczął się od spełnienia dobrego uczynku, a skończył na spotkaniu SeeBlogers w Sopocie!

W piątek z samego rana pojechałam do oddalonego o 130 km  Słupska. Odwiedziłam moich rodziców i spełniłam prośbę ośrodka adopcyjnego – nagrałam filmiki przedstawiające czworo dzieci – rodzeństwa, którym opiekuję się moja mama.  Dzięki specjalnej fundacji znalazła się dla nich rodzina adopcyjna w Stanach Zjednoczonych. Poproszono moją mamę o przesłanie filmików z dziećmi podczas zabawy. Wiecie jak jest, moja mama nie posiada ani super nowoczesnego sprzętu, ani internetu w komórce, aby już ten filmik wysłać, więc cóż miałam zrobić? Przyjechałam.

Mam nadzieję, że przyczyniłam się choć trochę do tej adopcji.  Wszystkie dzieci, które odchodzą z pogotowia opiekuńczego prowadzonego przez moją wspaniałą mamę do adopcji, fotografuję ja :) Miła jest świadomość, że to widząc moje zdjęcia ludzie decydują się na przygarnięcie dzieci i ofiarowanie im spokojnego, normalnego życia.

Jeszcze w piątek wróciłam do Gdańska.

W sobotę pod wieczór pojechałam z Alicją z bloga wielki apetyt na imprezę w Czekoladzie. Impreza była zamknięta i przeznaczona tylko dla blogerów z SeeBlogers – spotkania blogerów, na które otrzymałam zaproszenie. Było #friendSEE :D Poznałam wspaniałe dziewczyny: Magdę z takie moje oderwanie, Martę z podróżniczo, Paulinę z świata smak i wspaniałe małżeństwo Anię i Kubę z fashionable :) Zabraknąć nie mogło też Ewy z moje twory przetwory i Izabelli (przez dwa „l”) z anatomia życia :D Każdy kto ją zna wie, że wszędzie jest jej pełno – uwielbiam tak zakręconych ludzi :D Ojej nie mogę zapomnieć o Piotrze, którego poznanie sprawiło mi nad wyraz dużo przyjemności, gdyż od jakiegoś czasu śledzę jego wpisy z bloga męskim okiem – wspaniała łatwość pióra (czy powinnam napisać klawiatury :P).IMGP3664fotoDSC_0164foto10601211_818015631566644_1610099502_nPo imprezie przeniosłyśmy się z dziewczynami do sempre – pizza & vino, ale jak i ostatnim razem obsługa zostawiała wiele do życzenia (dla zainteresowanych relacja z wcześniejszej wizyty w restauracji znajduję się TU). Muszę przyznać, że jedzenie było wyborne, a tym razem pani kelnerka uratowała honor dając nam 15% rabatu za swoje liczne niedociągnięcia. Tym też zmyła negatywne odczucia :)

 Muszę przyznać, że to pierwsze wydarzenie, które rozpoczęło się od imprezy, a po niej następnego dnia odbywało się główne spotkanie. Na SeeBlogers do zatoki sztuki przyszli wszyscy pewnie na lekkim kacu, ale wiecie co nie uważam, aby to było złe. Dobrze się najpierw zintegrować, a potem już na prelekcjach utrwalać zdobyte znajomości. Co też się stało :)zdjęcie 6Prelekcje były bardzo ciekawe. Jedna lepsza od drugiej. Mniejsze wrażenie wywarły na mnie te prowadzone przez Pana Wajdę z Orange i Edwina Zasadę. Natomiast wrażenie zrobili Michał Sadowski i Mikołaj Winkiel z brand24 i dziewczyny z agencji blomedia – Iza Fic i Julia Furmańczyk. Bardzo ciekawi byli też Kamil Newczyński z socialtalk i Maciej Trojanowicz z troyann. Prelekcja Pani Barbary Śliwy była ciekawa, ale nie miała nic wspólnego z tematem :) Naj, naj, naj był Kuba Jankowski z KubaShowTV, który podczas swojej prelekcji mówił tak płynnie, że osłupiałam – tylko raz usłyszałam: „yyyyy…”; przez krótką sekundkę. Hipnotyzujący głos, a prelekcji jakby nauczył się na pamięć :) REWELACJA!zdjęcie 3W trakcie przerwy między prelekcjami ruszyłyśmy z dziewczynami na zjazd foodtrak’ów.

Screen Shot 2014-08-18 at 11.31.37 AMzdjęcie 5A potem na kawkę do Zatoki Sztuki.zdjęcie 2-2zdjęcie 5-1Całe wydarzenie było CUDOWNE!!! Dawno nie spędziłam tak miłego weekendu, z tak wspaniałymi, inspirującymi ludźmi. Wspaniałą atrakcją była FOTObudka.10624776_955467067813601_2910183154028591938_nWielkie brawa dla organizatorów tego wspaniałego spotkania: osobom z marketing day i trójmiekjskich blogów. To czego dokonaliście jest WIELKIE!

Bardzo dziękuję Wam wszystkim i każdemu z osobna!10609123_777764855599463_1646389853_nDo następnego:*

dawid podsiadło w zatoce sztuki – a ja z anią w strefie vip

Kochani,

Wczoraj miałam cudowną możliwość uczestniczyć w koncercie Dawida Podsiadło w Zatoce Sztuki w Sopocie. Koncert niesamowity z wielu względów. Po pierwsze wspaniałe towarzystwo Ani; która w prezencie urodzinowym dostała podwójną wejściówkę na koncert – do strefy V.I.P :D Kogo zabrała ze sobą? Właśnie :) Mnie!

Odwdzięczyłam się tamtejszym mohito, które było pyszne :)

Zatoka Sztuki przygotowała się rewelacyjnie, bo powstało specjalny podest i zadaszenie na koncerty (jak wiadomo od kilku dni pogoda nas nie rozpieszcza). Dawid śpiewał ok 1,5h, Ponadto był jak zwykle uroczo skromny, uśmiechnięty i bardzo pozytywnie nastawiony.

Na koniec koncertu wrzucono na scenę kilkanaście  białych koszulek, co poskutkowało tym, że Dawid sam zdjął swoją :P Myślałam, że przez dziewczyny zatrudnione w Zatoce, ale jak się okazało były to pomysłowe członkinie z oficjalnego fanclub’u Dawida – muszę tu Wam bardzo podziękować :Pzdjęcie 1zdjęcie 3zdjęcie 4zdjęcie 2zdjęcie 2-2zdjęcie 5zdjęcie 5-2zdjęcie 4-2zdjęcie 4-1zdjęcie 3-2zdjęcie 3-1zdjęcie 2-1zdjęcie 1-4zdjęcie 1-2zdjęcie 1-1zdjęcie 2-4zdjęcie 1-3fotozdjęcie 2-3foto

Do następnego:*

skok na bungee w sukience – tak robię tylko ja :)

Kochani,

Cóż mogę napisać… Wszystko mnie boli, mam traumę (!!!) i sama niedowierzam, że zrobiłam coś tak szalonego. Skok na bungee jest zupełnie nie w moim stylu; jestem za bardzo odpowiedzialna, aby aż tak się narażać.

Nienawidzę opuszczać mojej bezpiecznej strefy. Jednak zrobiłam to, skoczyłam z 83 metrów na bungee!

To, co zrobiłam dotarło do mnie chyba dopiero późno w nocy, kiedy nie mogłam zasnąć – już dobre 4h po skoku. Gdy zamykałam oczy wracał ten przerażający strach, paniczny, ale też niewiarygodnie piękny widok Starego Miasta podziwiany przez ułamek sekundy przed skokiem. Paraliżujący strach, świadomość że mam skoczyć w dół z tak ogromnej wysokości mroził krew w żyłach i nie pozwalał zasnąć. Musiałam ponownie tego dnia włączyć „Fakty”, aby nie myśleć, tylko słuchać i zasnąć.

Podczas wieczornego wypadu z naszymi gośćmi i ich przesłodką córeczką Paulinką na Stare Miasto w Gdańsku zauważyliśmy nad Motławą dźwig i śmiałków skaczących z niewyobrażalnej dla mnie wysokości. Mąż zapytał czy nie chciałabym skoczyć (on cwany już kiedyś skakał). Zgodziłam się (wiecie, adrenalina, chęć zrobienia czegoś szalonego…).

Kiedy staliśmy w kolejce i czekaliśmy na swoją kolej było za późno, aby się wycofać. Zabezpieczona w rzepy – tak tylko rzepy trzymały moje kostki; od „pasków na rzepy” zależało moje życie – wjechałam na dźwig, na wysokość 83 metrów. Gumowa lina wisiała na moich kostkach i podczas podjeżdżania czułam jej ogromny ciężar i naprawdę bałam się, że ona spowoduje mój wcześniejszy skok (wtedy zapewne śmiertelny). Jednak udało się, podjechaliśmy BARDZO, BARDZO wysoko…

Sparaliżowało mnie!

Usłyszałam: „liczę raz, dwa trzy i na słowo „bungee” skaczesz!”

Kiedy padło to okropne słowo wychyliłam się i oczywiście cofnęłam – nikt NORMALNY nie skoczyłby od razu, prawda?

Usłyszałam: „Nie boimy się, skaczemy. Raz, dwa, trzy „bungee”!” i poleciałam…

Nie zrobiłam tego sama; nigdy nie skoczyłabym w tak przerażającą „przestrzeń”! Byłam tak sparaliżowana strachem, że nie myślałam (dosłownie), po prostu poddałam się temu co mówił do mnie ten człowiek i grzecznie wykonałam jego polecenie :D

Potem spadałam, extremalnie szybko przebijając masy powietrza i widząc coraz bardziej zbliżającą się zieloną taflę Motławy. Trwało to kilka sekund, potem poczułam naprężający się sznur, podbicie do góry (prawie ponownie do wysokości, na której znajdował się dźwig), potem kolejne podbicie i już spokój. Przeżyłam. Przekonana, że już NIGDY tego ponownie nie zrobię.

Oczywiście byłam szczęśliwa, czyż nie tak działa adrenalina? Śmiałam się i miło gawędziłam z ludźmi na dole, którzy za metalową siatką mówili, że jak zobaczyli moje „wychylenie się” i cofnięcie obstawiali, a wręcz byli pewni, że nie skoczę. Zostałam zapamiętana jako ta, która na bungee skoczyła w sukience :)

 Potem skakał mój mąż. Kochany Krzyś. Tak się cieszę, że ciągle żyjemy.

Miałam ogromne szczęście, że nasz gość Marek uwiecznił mój wyczyn. Zapraszam na fotorelację :)zdjęcie 4-1zdjęcie 1-4zdjęcie 2-4zdjęcie 3-4 zdjęcie 3-1 zdjęcie 4-4zdjęcie 5-1zdjęcie 5-2zdjęcie 2-2 zdjęcie 1-2zdjęcie 2-1zdjęcie 1-5zdjęcie 2-5zdjęcie 3-3zdjęcie 5-3 zdjęcie 4-3 zdjęcie 4-2zdjęcie 2-3zdjęcie 3-2zdjęcie 1-3Po wyjeździe od nas Paulinka powiedziała: „Było superowo u cioci!”

Tym pozytywnym akcentem zakończę tę relację :)

Do następnego!

z anią zawsze jest fajnie :)

Kochani,

Tak sobie ostatnio myślałam, że dobrze mieć wspaniałych ludzi wokół siebie. Życzliwych i tych, którym na Tobie ZALEŻY. Mam takich wokół i wiecie co, są wspaniali :)

W ostatni wtorek spotkałam się z Anią na gdańskiej starówce, kupiłyśmy truskawki na koktajl na tamtejszym targu i spacerowałyśmy po starym mieście. Zatrzymałyśmy się na sałatkę bałkańską i pierś z kurczaka z bazyliowym pesto w
Mojito caffe&restaurant na Długiej.

Po tak miłym wieczorze, musiałyśmy postawić jeszcze kropkę nad „i” – zdecydowałyśmy się na deser w Restauracji Żuraw :)zdjęcie 4zdjęcie 6 zdjęcie 2Poza ludźmi mam jeszcze swojego Kotika, który daje mi najwięcej radości, gdy czeka na mnie każdego popołudnia pod drzwiami i zasypia wtulony obok.zdjęcie 5Takich wspaniałych znajomych (i tak cudownego Kotulka) Wam wszystkim życzę :)

Do następnego:*

muzycznie, koncertowo, plażowo…

Kochani,

Wiecie jak statystycznie najszybciej możemy poprawić sobie nastrój?

Jak się okazuje odpowiedź jest prosta: słuchając ulubionej muzyki!

Dopiero od jakiegoś czasu zdałam sobie sprawę, że faktycznie niektóre kawałki powodują we mnie skok serotoniny, emocji i motyli w brzuchu. Na myśl przychodzi mi kilka utworów:

TEJ MUZYKI NALEŻY SŁUCHAĆ GŁOŚNO!

rudimental / waiting all night

lindsey stirling / spontaneous

jutty ranx / i see you

rudimental / powerless 

30 seconds to mars / city of angels

kings of leon / sex on fire

will young / come on

tom odell / another love

 A skoro już przy muzyce jesteśmy poniżej kilka fotek z koncertów, na których miałam okazję ostatnio być. Uwielbiam ten klimat, uwielbiam koncerty na plaży; szczególnie te w Zatoce Sztuki.10593130_676164789118337_3314064434864125006_n1798805_676161052452044_112443332137646012_n 10516619_676163749118441_3682012149066325095_n

Fotozdjęcie copyzdjęcie

Już 14.08.2014 czeka mnie koncert Dawida Podsiadło w strefie VIP :D

Dziękuję Aniu za podzielenie się swoim „bosko-vip’owskim” prezentem urodzinowym! Stawiam za to urodzinowe modźajto :P