pogotowie ornitologicze u panstwa pytner :)

Witajcie,

Nie spodziewałam się, że ten post w ogóle powstanie. Jednak po dzisiejszych wydarzeniach zdecydowałam, że podzielę się z Wami tymi dwoma bardzo emocjonującymi przypadkami z mojego życia…

Jak się zapewne domyślacie chodzi o ptaki, a dokładniej jerzyki. Ptaki te są pod ochroną i jak się okazuje także pod naszą osobistą, ale o tym później :) Jerzyki na moim dachu (bądź też pod nim) zagnieździły się na dobre, obecnie mają okres lęgowy, więc jest ich więcej niż zazwyczaj.

(Oczami optymistki: cudownie nie mieć ani jednego komara w obrębie tarasu nawet wieczorami :) Jerzyki w locie wyłapują wszystkie owady. Także mamy duży problem z głowy :)

Pierwsza sytuacja z jerzykiem (Jerzy 1) miała miejsce około dwóch tygodni temu, kiedy jeden dorosły osobnik wleciał nam przez uchylone okno do domu. Nasz kochany Kotulek – łowca (no cóż: instynkt) złapał biednego Jerzego 1 i poranił mu miejsce pod skrzydełkiem. Po konsultacji z weterynarzem (konsultacja bezpłatna i strzykawka z lekarstwem również…) postanowiliśmy się tym ptaszkiem zaopiekować. Karmienie sprawiało ogromną trudność, gdyż on sam nie jadł. Jedzenie w formie mini kóleczek należało wkładać mu do uchylonego dzióbka i zalewać wodą (używaliśmy strzykawki bez igły). O zdenerwowanu i frustracji z powodu rozbryzganego jedzenia oraz niechęci do współpracy Jerzego 1 nie wspomnę…

Podczas weekendu ptaszek został odwieziony do Pani Ornitolog z powodu naszego wyjazdu. Okazało się, że nabrał wystarczająco dużo siły i już drugiego dnia pobytu (15.06.2013) wzbił się w niebo.  Stało się to wtedy. kiedy Pani Ornitolog wyciągnęła go w celu nakarmienia :) Byliśmy z mężem bardzo szczęśliwi, że udało mu się pomóc :)

zdjęcie copy 2

Jerzy 1

Druga sytuacja (z dnia dzisiejszego tj. 27.06.2013) miała miejsce od samego rana. Po raz pierwszy, po wstaniu z łóżka mój Kotulek nie pobiegł za mną w kierunku swoich miseczek z jedzeniem. Wcześniej nigdy to się nie zdarzyło, więc zaczęłam go szukać. Okazało się, że Kotulek jest na szafie i obserwuje sufit… Faktycznie coś tam chrobotało, ale pomyślałam, że to mysz na drugim poziomie. Jednak po powrocie z pracy okazało się, że był to Jerzy 2 – osobnik młodszy od Jerzego 1 :) Chrobotanie teraz było słyszalne w ścianie na wysokości salonu. Kilka godzin trwała akcja ratunkowa. Mąż wywiercił dwie ogromne dziury tak, aby ptak mógł wyjść. Niestety jak to w życiu bywa wybraliśmy złe miejsce na pierwszą z nich. Jerzy 2 nie wychodził – okazało się, że nie dlatego, że jest pozbawiony instynktu samozachowawczego, ale dlatego że pomiędzy powstałą później dziurą drugą, a pierwszą znajdował się słupek, który uniemożliwiał Jerzemu  2 przemieszczenie się.

Poniżej zamieszczam dwa filmiki, które powstały, ponieważ używaliśmy flashlight w trybie kamery, aby cokolwiek było w tej dziurze widać :)

Z góry wszystkich przepraszam za histeryczne dzwięki, które wydaje z siebie podczas filmu. Na swoje wytłumaczenie informuję, że chwilę przed rozpoczęciem nagrywania Jerzy 2 wyglądał jak martwy. Niestety emocje wzięły wówczas górę i się zwyczajnie, po ludzku popłakałam… Chwilę potem jak usłyszeliśmy ruch stało się to co się stało :) Zapraszam do obejrzenia :)

Film o Jerzym 1

http://djmod.pl/jerzy/

Film (bardzo emocjonująca akcja ratunkowa) o Jerzym 2

http://djmod.pl/jerzy/

Mieliście kiedyś podobne, hardcore’owe sytuacje?

Pozdrawiam :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s