wizytowka bloga, czyli jedziemy do przodu (automatem :P)

Kochani,

Dziś w nocy zrealizowałam coś, o czym myślałam od dawna. Tak to jest, natchnienie przychodzi i już wiecie, że zaraz stworzycie coś co napełni Was poczuciem dumy. Ja oglądałam w nocy film (Krzyś już spał), aż tu nagle uznałam, że to już czas na stworzenie jej :P I tak zaprojektowałam wizytówkę mojego bloga :) Część z Was widziała ją już na FB. Teraz zamieszczam już gotową; z ujednoliconą czcionką, większym nasyceniem koloru i nawet z nałożonym filtrem. Oceńcie sami :) Ja jestem dumna :)Screen Shot 2013-07-26 at 1.37.56 AMUwielbiam robić takie wizualne „rzeczy” :) Wygląd mojego bloga też zaprojektowałam sama. Nauczenie się jak dodawać wszystkie kategorie, zakładki i inne widgety, do tego dopasować wizualność strony – wszystko zajęło mi 3 dni. Chodziłam lekko niewyspana… Zakładanie bloga na darmowym portalu; z bardzo ograniczoną liczbą czcionek i gadżetów, jest naprawdę bardzo trudne. Tym bardziej jak kompletnie nie wie się o co chodzi, co z czym i dlaczego (dokładnie tak miałam). Dlatego cieszę się z osiągniętego efektu. Kto wie, może w przyszłości jeszcze coś zmieni się na blogu. Ale wtedy pójdę z prądem i nie będę się bardzo opierać. Tyle na temat mojej wizytówki :D

Powoli z Krzysiem szykujemy się do powrotu do PL. Jedna walizka już spakowana (nawet jej nie podnoszę), ale Krzyś uznał „na oko”, że jest na styk. Ufam mojemu mężowi, ale i tak zaciągnę go do hotelowej siłowni i zmuszę do zważenia spakowanych już walizek. Tylko dla spokojnego sumienia, że na lotnisku nie wydamy fortuny na dodatkowy bagaż lub osobno liczone kilogramy. Wolę podróżować, kiedy wiem, że zaplanowałam wszystko. Lubię wiedzieć, że ilość niepotrzebnego stresu ograniczyłam do minimum. Latanie zawsze jest dla mnie stresujące. Nienawidzę momentu startu, lądowania i wszelkich turbulencji. Po prostu nie lubię „nie panować nad sytuacją”. Ściskam wtedy rękę Krzysia bardzo mocno, a on na mnie krzyczy, że boli. Nie rozumiem tego, przynajmniej w tych stresujących chwilach :P Aktualizacja: Krzyś zważył walizkę i jego „na oko” jest super – waga to 23,4 kg, a limit to 23 kg na walizkę :)

Nie uwierzycie kto się z nami skontaktował :) Joy – Wietnamka, u której jedliśmy kolację na początku pobytu w USA. Zadzwoniła i powiedziała, że chce się z nami spotkać jeszcze przed naszym wylotem. Chyba w życiu nie spotkałam tak sympatycznej kobiety. Tym razem spotkamy się na kolacji na mieście – drugi raz nie pozwolilibyśmy, aby spędziła dla nas cały dzień w kuchni gotując. Wiecie jak bardzo cieszę się na spotkanie z nią? Sama nie jestem w stanie tego opisać :D

Kilka zdjęć z ostatnich dni; tak sobie spędzam czas „nic nie robiąc”:

Screen Shot 2013-07-26 at 12.41.09 AMScreen Shot 2013-07-26 at 12.37.42 AMWidzę, że już zaczynam podsumowywać pobyt. Krzyś skarży się, że będąc w Stanach zawsze przywozi do Polski dodatkowe kilogramy „siebie” :) Ja „chyba” nie przytyłam zbyt dużo podczas pobytu, co oczywiście bardzo mnie cieszy :D Radość jest tym większa, że zjadłam tu przecież ogromną ilość hamburgerów (które niestety uwielbiam…) :):):)Screen Shot 2013-07-26 at 12.40.53 AM
Screen Shot 2013-07-26 at 12.41.35 AMNapiszę Wam jeszcze kilka słów o moim pobycie tutaj. Jak widzieliście na zdjęciach wiele czasu spędziłam przy hotelowym basenie. Opalałam się, kąpałam, czytałam i rozmawiałam przez FB (jak słońce pozwalało mi cokolwiek zobaczyć na ekranie). Temperatura tu panująca pozwalała mi być na słońcu zaledwie godzinę; w bardziej upalne dni 40 minut – ale bywało ciężko, aby nie uciec do klimatyzacji :) Jedynym ratunkiem był basen. Oddalony zaledwie o metr od leżaków. Z ręką na sercu powiem Wam, że momenty, kiedy cała zgrzana od słońca zanurzałam się w basenie, były tymi najszczęśliwszymi tutaj :) To było piękne. Za każdym razem czułam się wolna i taka szczęśliwa… Szczęśliwa, że tu trafiłam; nawet nie wiem czym sobie zasłużyłam, aby przeżyć tak wspaniałe wakacje :)
Dlatego od tej pory uważam, że każde wakacje powinny mieć swój etap wypoczynku. Trochę zwiedzania, trochę błogiego lenistwa. Do tej pory zawsze nasze wspólne wakacje z mężem były wyścigiem z czasem. Nie było czasu na nic, poza zwiedzaniem i 5godzinnym przemieszczaniem się z jednego miasta do drugiego. Efekt był oczywiście zadowalający: w 5 dni zwiedziliśmy Volano (na północy Włoch), Pizę, Rzym i Trani (na wschodnim wybrzeżu). Teraz dopiero doceniłam,  jak ważny jest ten „relax przy basenie”, aby wspominać wakacje jako wakacje, a nie ciężką harówkę :D Screen Shot 2013-07-26 at 12.40.18 AMScreen Shot 2013-07-26 at 5.25.35 AMOpalam się czytając gazetki :)Screen Shot 2013-07-26 at 12.38.40 AM Screen Shot 2013-07-26 at 12.38.05 AMJeżdżę autkiem :)Screen Shot 2013-07-26 at 12.44.07 AM Screen Shot 2013-07-26 at 12.43.55 AM Screen Shot 2013-07-26 at 12.43.43 AM Screen Shot 2013-07-26 at 12.43.28 AMPodjadam pyszności i pije Dr Pepper’a :)Screen Shot 2013-07-26 at 5.25.59 AMNo czasem jeszcze dokupie jakieś boskie dekoracje do muffinek :P

Dziś postanowiliśmy spędzić z Krzysiem dobre 1,5 h w pralni. Oczywiście moglibyśmy nie wydawać 24 quarter’ów (1/4$ = 1 quarter) na wypranie wszystkich ubrań przed powrotem do PL. Ale używając tu suszarki do ubrań i zapachowych chusteczek nadających praniu niesamowity zapach postanowiliśmy, że nie będziemy na tym oszczędzać. Dzięki temu, że wszystko będzie wyprane, ubrania zajmą mniej miejsca w walizkach, na czym nam bardzo zależy. Ciekawa jestem jak poradzę sobie z „jet lag syndrome”, czyli z zespołem nagłej zmiany strefy czasowej po powrocie do PL :) Przylatujemy w poniedziałek o 17.00 czasu polskiego. Na szczęście przed powrotem do pracy mam cały wtorek na „odpoczynek”. Już mam zaplanowany wieczorny koncert na sopockiej plaży, a w ciągu dnia wypad na plaże (jeśli polska pogoda pozwoli:P) i lunch’yk w jakiejś fajnej knajpce. Poza tym zamierzam spędzić jak więcej czasu na przytulaniu mojego ukochanego Kotulka :) Can’t wait :D

I tak z niczego powstał całkiem długi post :) Ale to z sympatii do Was tak się bez ograniczeń rozpisuje :*

Do następnego!

10 thoughts on “wizytowka bloga, czyli jedziemy do przodu (automatem :P)

    • Chyba faktycznie coś tam słońce mnie złapało trochę :-) bardzo się ciesze. Szkoda że nie udało mi się dostać wykałaczek z chorągiewkami z flagą USA. Planowałam muffinki z takim dodatkiem…

  1. W końcu znalazłam chwilę na przeczytanie całej notki :)
    Ach ten Krzyś i jego krzyki podczas lotu hehe. Kotul czeka na Was, dziś spał ze mna całą noc i nawet mnie nie obudził – chyba się przyzwyczailiśmy do siebie. Buziaki

  2. Wszystko się zmienia, wraz z punktem widzenia. Ile bym oddał by usiąść, znów poczuć odgłos jego potężnych silników, doświadczyć podniebnych turbin.I ten moment, kiedy podczas startowania krew w mózgu penetruje zewsząd i pieści moje endorfiny.
    Tak, uwielbiam latać. Choć w tym temacie jestem jeszcze małym chłopcem ;)

      • nie ma co osądzać. godzina, dwie w samolocie to frajda – uwielbiam to! ale jakbym miała lecieć 24h to pewnie też bym się stresowała i lekko schizowała. ;) Trzymaj się i czekam w PL :*

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s