home, sweet home i burza z piorunami

Kochani,

Jestem już w Polsce. Wróciłam :D Wspaniale jest być w domu, to nie ulega wątpliwości. Opis całej podróży zamieszczę w jutrzejszym poście (zdjęcia są już gotowe – trzeba go jeszcze „tylko napisać”). Jesteśmy po pierwszej nocy w PL (z poniedziałku na wtorek, jest 6.28 rano) i oczywiście nie obeszło się bez wrażeń…
Po przyjeździe przywitałam się z Kotulkiem – jejku jak ja za nim tęskniłam :P Podczas naszej nieobecności uszkodził nam „tylko” 4 krzesła (jedno już zostanie jego drapakiem:P) -koniecznie trzeba mu obciąć pazurki. Zrobiliśmy z Krzysiem zakupy na wtorkowe śniadanie i przystosowaliśmy mieszkanko dla nas. Poza tym 70% bagaży już rozpakowanych, więc idziemy do przodu. Taki widok zastałam na tarasie:
Screen Shot 2013-07-30 at 6.16.43 AMPomidorki koktailowe :)Screen Shot 2013-07-30 at 6.16.55 AMPapryczki chilli – jedna czerwona i chyba około 6 zielonych :)

Swoją drogą widziałam już zestawy do kiszenia ogórków, więc w niedługim czasie to będzie mój cel. Muszę jeszcze znaleźć ok 10 dużych, tanich słoików. W tamtym roku, pod koniec sezonu ogórkowego nigdzie nie mogłam ich dostać (ogórki czekały w domu i już prawie traciły na świeżości), więc zakupiliśmy je w IKEA’i – 5 dużych szt. za ok 80 zł. Wiem co sobie myślicie, ale ogórki były tego warte :) Poza tym teraz używam tych designerskich słoików do różnych rodzajów mąk i makaronów.

Wytrzymaliśmy z Krzysiem do 1 w nocy (!!!) tak, też się dziwie skąd tyle energii… W każdym razie, tak mnie nagle ścięło z nóg ze zmęczenia, że mało brakowało, a zasnęłabym podczas mycia zębów. Niestety ok 3 rano obudziły mnie ogromne grzmoty i ogrom białego światła (błyskawice były olbrzymie i było ich mnóstwo). Mieszkamy z mężem na 5 piętrze, a sypialnie mamy na poddaszu, więc deszcz i pioruny dawały nam się we znaki. Burza była tak silna (przysięgam, nigdy czegoś takiego nie widziałam), powodowała u mnie wręcz paraliżujący strach, że postanowiliśmy „na wszelki wypadek” przygotować kilka rzeczy do ewakuacji (jak to śmiesznie brzmi jak normalna pogoda za oknem, ale wtedy nie było nam do śmiechu). Wzieliśmy: transporter i jedzenie dla kota, dokumenty, pieniądze, „wyłączone” telefony i kurtki, aby w razie czego szybko wyjść z mieszkania. Krzyś nam wkręcił (bo sobie pewnie też), że na naszym dachu nie ma piorunochronów. W każdym razie tak się bałam, że ból żołądka ze stresu mam do tej pory. Skoro Krzyś „zarządził” potencjalną ewakuację, to naprawdę możecie mi wierzyć – burza była extremalna!!! Niestety przez to wszystko nie udało mi się potem zasnąć, więc siedzę na dole i piszę Wam posta :D Koło mnie leży pewien przystojniak:Screen Shot 2013-07-30 at 6.53.05 AMJuż jutro rano przeczytacie sobie o naszej podróży :) A przyznam, że było ciekawie :)

Do następnego (napisania:*)

4 thoughts on “home, sweet home i burza z piorunami

  1. Hahahaha co za Krzyś :D Ostrożności nigdy za wiele ;)
    Ja tam przebudziłam się, zamknęłam szczelnie okno, i zasnęłam na drugim boku :)

  2. Ja musiałam sama dzielnie stawić czoła burzy… Leona nawet nie było w domu. Napisałam sms-a do Grzegorza, że pogoda za oknem jak w jakimś horrorze ale poszłam dzielnie do drugiego pokoju po koc, nakryłam się po sam czubek głowy i o 4.33 wszystko ucichło. A o 5.15 pobudka…

    pozdr. nat

    • Biedactwo… Ja nie wiem co bym zrobiła jak byłabym sama… To była przerażająca burza, oby jak najmniej takich! W Twoim komentarzu przeraża mnie druga rzecz: pobudka o 5.15 (!!!) to jest dopiero hardcore :P

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s