refleksje remontowe, przeprowadzkowe i samochód u blacharza…

Kochani,

Witam Was serdecznie. Długo nie zamieszczałam żadnego „konkretnego” posta, ponieważ czasu brakowało nawet na poranną kawę… Jest za mną dość trudny czas.

Na początku września w końcu zdecydowaliśmy się z mężem na cyklinowanie podłogi na całym pierwszym poziomie naszego mieszkania. Podłoga od samego początku nadawała się do wymiany lub odświeżenia. Jednak po przeprowadzce w zeszłym roku byliśmy tak spłukani, że odłożyliśmy wszelkie remonty na później. Po roku, w sumie przypadkiem, dowiedzieliśmy że jeden z naszych znajomych pracuje w firmie zajmującej się sprzedażą materiałów do odnawiania podłóg. Usłyszeliśmy mały wykład na temat tego jak bardzo „ta piękna sosnowa podłoga” się psuje, gdy lakier jest praktycznie doszczętnie zdrapany. I tak podczas tego wieczoru ugościliśmy jeszcze fachowca (w końcu fachowcy z polecenia są najlepsi), który wycenił koszt cyklinowania i ustalił z nami termin całej operacji :P

Jak widzicie na cyklinowanie zdecydowaliśmy się przypadkiem :P

Wszystko zaczęło się od przenocowania znajomego z Olsztyna! Termin został ustalony na początek września. Wtedy też po przygotowaniu wszystkiego (wyniesieniu mebli, obklejeniu kominka, parapetów i belek podtrzymujących strop) mój mąż wyjechał do pracy. Zatem z całym cyklinowaniem zostałam sama… Żeby tego było mało pierwotnie podłoga miała być malowana lakierem ekologicznym, który schnie szybciej, nie śmierdzi i nie truje mieszkających w cyklinowanym mieszkaniu ludzi. Jednak pięć dni przed rozpoczęciem prac zmieniliśmy zdanie (słysząc, że lakier ekologiczny jest mniej trwały i już po 6 latach podłoga nadaje się do powtórnego cyklinowania); zdecydowaliśmy na normalny lakier, którego zapach może spowodować nawet zatrucie i pobyt w szpitalu. Zatem z tą zmianą wiązał się przymus wyprowadzki na ok 10 dni z naszego mieszkania. W dwa dni znalazłam małą przytulną kawalerkę niedaleko mostu miłości w Gdańsku Screen Shot 2013-09-21 at 10.36.20 AMi drugiego dnia cyklinowania, przed lakierowaniem wyprowadziłam się z Kotulem z naszego mieszkania. Przenoszenia moich rzeczy (wielu…), rzeczy kota (transporter, kuweta, jedzenie i zabawki) i tych związanych z pracą (drukarka służbowa, laptop, ryzy papieru) zajęło mi naprawdę sporo czasu i kosztowało wiele energii (tak to jest, gdy rzeczy znosi się z 4, piętra, a wnosi na 3; bez windy oczywiście…)Screen Shot 2013-09-21 at 10.03.26 AMScreen Shot 2013-09-21 at 10.04.31 AMScreen Shot 2013-09-21 at 10.03.03 AMWynajęta kawalerka :)

Na cyklinowaniu, nadzorowaniu remontu, przeprowadzce się nie skończyło. Akurat idealnie z rozpoczęciem remontu dwie moje współpracownice (we trzy „ogarniamy” wszystko) wyjechały do Szczecina na trzy dni w sprawach służbowych, więc poza moim etatem zostały mi dołożone dwa dodatkowe… Wiecie jak wyglądał mój dzień? Czuje się zmęczona na samo wspomnienie: o 5 rano pobudka, szykowanie się do pracy, oporządzenie Kotula, wyjazd przed 7 do naszego mieszkania, aby otworzyć je robotnikom, potem droga do pracy na 8, wyrobienie się z moimi obowiązkami do 13, potem przetransportowanie się do biura i ogarnięcie rekrutacji i pozostałych spraw, po 17 powrót do mojego mieszkania, aby zamknąć je po pracy robotników i załączyć alarm. Po tym wszystkim powrót do wynajętej kawalerki, aby pracować dalej – nawet do 22. Nie miałam na nic siły, a spraw do załatwienia cały czas było mnóstwo. To był naprawdę ciężki tydzień. Ale udało się i jakoś go przeżyłam. Mimo braku wsparcia, mnóstwa dodatkowych obowiązków i ogromnego wyczerpania wszystko ułożyło się pomyślnie. I wiecie co? Jestem z siebie cholernie dumna!!!Screen Shot 2013-09-21 at 10.37.30 AMKotul na jego „miejscówce” w wynajętej kawalerce.

W tym trudnym czasie miałam jeszcze jedną przygodę. W tymczasowym miejscu zamieszkania wyjeżdżając z podwórka porysowałam dół drzwi i wgniotłam blachę w podwoziu. Oczywiście nie dlatego, że jestem nieuważnym kierowcą. Tylko dlatego, że jakiś idiota zaparkował na miejscu blokującym wyjazd 3 autom z  zatoczki ogrodzonej 30centymetrowym krawężnikiem (wiecie jakie krawężniki są na starym mieście?) Zaparkował tam mimo, że w tym miejscu jak wół drukowanymi literami było napisane „ZAKAZ PARKOWANIA”. Próbując wyjechać, aby go nie porysować musiałam wjechać na krawężnik, na którym niestety zawisłam… Gdybym nie śpieszyła się tak bardzo do pracy bez wahania wezwałabym straż miejską, aby założyli temu bezmyślnemu człowiekowi blokadę. Następnego dnia po „tym wypadku” ten sam człowiek zastawił inne 4 samochody… brak słów… Oczywiście po cały zdarzeniu zostawiłam mu list, m.in. o treści: „…mam nadzieję, że ktoś kiedyś okaże się dla Ciebie takim idiotą jak Ty dla innych…” I tak byłam bardzo delikatna. Samochód naprawiony za 400 zł. Zapłaciłabym pewnie więcej gdyby nie nasz mechanik Darek i jego znajomości w zakładzie blacharskim :P

Po remoncie mąż wrócił z podróży i zajął się wnoszeniem mebli i ustawianiem wszystkiego na swoim miejscu, więc chociaż tego nie musiałam robić sama. Poza tym zawiózł auto do naprawy i wcale się na mnie nie złościł :)

To by było na tyle jeśli chodzi o ciężki początek tego miesiąca. Mam nadzieję, że po uporządkowaniu mieszkania będę miała dla Was więcej czasu.

Czy też miewacie okresy w swoim życiu, gdy wszystko się na siebie nakłada, a Wy nie macie innego wyjścia tylko stanąć na wysokości zadania i podołać?

Efekt mojego poświęcenia był (jest) tego wart :) Podłoga jest przepiękna!Screen Shot 2013-09-21 at 10.36.43 AM

Całuje Was mocno i do następnego:*

2 thoughts on “refleksje remontowe, przeprowadzkowe i samochód u blacharza…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s