dobra organizacja czy chory pedantyzm?

Moi Drodzy,

Jesteście z tych od „artystycznego nieładu” czy z tych pedantycznych i uporządkowanych?

Czy Wasza organizacja wszystkiego ogranicza się do „jakoś to będzie” czy może spisujecie sobie listę, którą punkt po punkcie realizujecie?

Ja chyba należę do tej drugiej grupy. Lubię porządek i ład; poukładane i posegregowane rzeczy w szafach, a także proste przestrzenie z kilkoma konkretnymi meblami. Na biurku dopuszczam lampkę (ze schowanym kablem) i ostatecznie notes z szarym, niezdobionym ołówkiem. Bibeloty na biurku? Nigdy w życiu. Wszystko musi być pochowane.

W naszym salonie mamy z mężem dwa duże parapety. Na moim stoją trzy piękne doniczki z ziołami, a u Krzysia prawie go nie  widać pod stertą paragonów, książek, kluczy i nie wiem czego jeszcze (boje się sprawdzać :P). Ponadto nie lubię półek, wolę szafki i szuflady z frontami. Nawet ładnie poukładane rzeczy na otwartych półkach tworzą wg mnie bałagan, nieporządek, chaos…Screen Shot 2013-11-07 at 8.55.11 PMMój parapet :) Czasem obok doniczek można spotkać wygrzewającego się Kotula.Screen Shot 2013-11-07 at 8.55.35 PMParapet mojego męża.

Zrobiłam nawet wstępny plan (zbiór inspiracji) mojego azylu – pokoju z kanapą, biurkiem i wygodnym obrotowym krzesłem. Jedynym akcentem „nieładu” będzie szary sznurek przeciągnięty na tle fuksjowej ściany (nad biurkiem) z doczepianymi projektami stron do mojej autorskiej książki kucharskiej. Pokój obecnie stoi pusty z wycyklinowaną podłogą i pomalowanymi ścianami – czeka na lepsze czasy, bo umeblowanie go na pewno trochę będzie nas kosztowało.

azyl

Przez ostatnie dni, każdego wieczoru przed pójściem spać poświęcam 15 minut na ogarnięcie bałaganu z salonu i blatu w kuchni. Zasada ta pochodzi od Perfekcyjnej Pani Domu, ja ją jedynie zmodyfikowałam sprzątając tylko salon z aneksem kuchennym, tak aby następnego dnia rano wejść do schludnego salonu i zacząć „mój uporządkowany dzień”. Pierwotna zasada brzmiała: „Poświęcaj codziennie 15 minut na sprzątnięcie czegoś konkretnego: jednego dnia umyj lustra, innego zlewy, trzeciego odkurz, kolejnego zetrzyj kurz itp.”.

W telefonie mam listę „rzeczy do zrobienia” i cały czas ją uzupełniam o coś nowego, stare punkty kasując (tyle dobrego w nowoczesnym sprzęcie, że zamiast skreślania wystarczy wcisnąć „delete”). Lista zakupów również zapisana jest w telefonicznych notatkach i chodząc między półkami w supermarkecie na bieżąco usuwam produkty znajdujące się już w koszyku.

Wszystkie osoby w mojej książce telefonicznej spisane są od nazwiska, nie inaczej. Może każdy z Was otworzy teraz usta ze zdziwienia, ale nawet mój mąż figuruje jako Pytner Krzysztof, a nie np. Miś czy Żabka :P Jedyną osobą spisaną w inny sposób niż reszta jest moja Mama, pod hasłem „Mamusia Bogusia” :D

Takie zorganizowanie wszystkiego ma swoje plusy: zawsze bez problemu znajdziesz osobę z którą chcesz się skontaktować. A numeru do Mamy nie muszę szukać; wystarczy wejść w ostatnie połączenia, aby znaleźć ją na pierwszej lub drugiej pozycji od góry :P

Dowodów na mój pedantyzm vel dobrą organizację jest więcej :)

Jak u Was to wygląda? Z niecierpliwością czekam na komentarze pod postem.

Do następnego (napisania) :*