dr bardadyn i dieta strukturalna

Kochani,

W piątek 23.05.2014 wzięłam udział w przesympatycznym, ale przede wszystkim bardzo zdrowym spotkaniu.  Spotkanie Fit Blog Party zorganizowane przez bar dr bardadym i trójmiejską solniczkę było bardzo miłym zaskoczeniem. Sama świadomość, że mamy w Gdańsku tak pyszny i zdrowy bar nie wystarczy – to trzeba posmakować samemu.
23052014zdjęcie 4 copy 2Bar ten proponuje swoim klientom bogaty wybór sałatek, kanapek, tortilli, panini i calzone, ale przede wszystkim znany jest ze świeżych koktajli o działaniu zdrowotnym. Koktajle powstały wg receptur Dr Marka Bardadyn’a. Wszystkie pozycje w menu powstały wg diety strukturalnej, czyli posiadają ogromne ilości witamin, przeciwutleniaczy oraz składników mineralnych. Obok każdej pozycji znajdują się wartości kaloryczne, więc jest to doskonałe i zdrowe rozwiązanie dla każdego świadomego konsumenta.zdjęcie 2 copyzdjęcie 5 zdjęcie 3 zdjęcie 4Każdy, kto zdecydowałby się na jadanie posiłków przygotowanych wg tej diety zapraszam na stronę dietastrukturalna.pl

Podczas spotkania miałam okazję spróbować zbilansowanych posiłków. Zdecydowałam się na sałatkę doktora posiadającą 368 kcal :) Poprosiłam jednak o pierś z kurczaka zamiast schabu, więc zapewne liczba kalorii uległa małemu przekształceniu :Pzdjęcie 3 copyzdjęcie 1 copy 2 zdjęcie 2 copy 2 zdjęcie 5 copy zdjęcie 4 copySos jogurtowy bazyliowo-pietruszkowy skradł moje serce :) Wszystkim polecam.

Zamówiłam też koktajl wiśniowy. Został przygotowany na bazie mleka sojowego, wiśni, otrębów owsianych, cukry trzcinowego i gorzkiej czekolady :) Polecam.zdjęcie zdjęcie 2 zdjęcie 1

Do zobaczenia na zdrowej sałatce :)

Do następnego :*

one day restaurant MI SMAKUJE

Kochani,

W ostatnią sobotę spędziłam przecudowny dzień. Ok 11.00 wyszłam z domu, aby pojechać na ulicę Ogarną 118, gdzie moje znajome organizowały (po wielu trudach zapewne) One Day Restaurant MI SMAKUJE :) Nazwa trafiona. Ola z bloga Stolik w kropki i Maja z bloga Wszystko co kocham razem ze swoimi znajomymi piekły, gotowały, szykowały i dekorowały wiele pyszności, tak aby tego specjalnego dnia pozwolić zainteresowanym spróbować ręcznie robionych smakołyków.17052014Kiedy w końcu po spacerze przez Stare Miasto dotarłam do Ogarnej (miejsce parkingowe znalazłam w okolicy Madison’a) moim oczom ukazały się takie właśnie smakołyki jak: kanapki z rukolą, gruszką, lazurem i orzechami włoskimi, pieczone pierogi drożdżowe, rogaliki i ciasto z rabarbarem, legumina z kaszy jaglanej, bułki z papają i pietruszką, krem czekoladowo-orzechowy, trufle, muffinki, ciasteczka kruche, bezy i wiele wiele innych przysmaków.zdjęcie 4 copyzdjęcie 1 copy zdjęcie 1 zdjęcie 2 copy zdjęcie 2 zdjęcie 3 copy zdjęcie 3zdjęcie 4 zdjęcie 5Dziewczyny bez dwóch zdań się napracowały, pewnie w nocy nie zmrużyły oka :)

Oby więcej takich wspaniałych inicjatyw!

A w najbliższy czwartek odwiedzę Halę Olivię w Gdańsku, gdzie co tydzień odbywa się Gdański Bazar Natury w godzinach 14.00-19.00. Zakupić będzie tam można warzywa z przydomowych ogródków, wędzone ryby, naturalne kosmetyki i jajka od kur niosek :)

Po wizycie w jednodniowej restauracji pojechałam na długo wyczekiwane spotkanie. Odwiedziłam Magdę S., z którą mieszkałyśmy kilka lat w jednym domku szeregowym w Sopocie (ach te czasy studenckie). Magda mieszka obecnie w Gdyni, w pięknym białym mieszkanku z drewnianymi akcentami, urządzonym przez nią i Kubę praktycznie własnymi rękoma. Wnętrzem byłam po prostu zachwycona… Każdy słoiczek opleciony sznurkiem, skrzyneczki, doniczki, szafka ręcznie malowana czy wieszak na kurtki a’la sztalugi to zbiór niebanalnych i wręcz recyclingowych dzieł sztuki. Mam nadzieję, że to nie ostatnia nasza wspólna kawa w tym cudownym wnętrzu :)

Do następnego :*

babi targ z olx i pełny portfel ;P

Kochani,

O całym wydarzeniu dowiedziałam się z profilu facebook’owego koleżanki. Babi Targ to impreza cykliczna odbywająca się naraz w siedmiu miastach Polski i polega na wymianie ciuchów lub ich sprzedaży. Postanowiłam wziąć udział w wydarzeniu, ponieważ mam w szafie kilka nieużywanych sukienek, strojów kąpielowych (nie noszonych), bluzeczek itp. Znalazł się  nawet jeden płaszczyk zimowy. Zebrałam wczoraj wszystkie ubrania, ponakładałam na wieszaki z pralni (mój mąż używa ich do wieszania swoich niezliczonych t-shirt’ów) i obmyśliłam potencjalne ceny.

Na koniec dnia postanowiłam zrobić jeszcze metki hand made do ubrań – wytłoczyłam na nich nawet kwiatki :P Nic nie poradzę, że mam zamiłowanie do takich rzeczy. Zresztą robienie własnoręcznie własnych wizytówek, karteczek czy właśnie metek sprawia mi ogromną frajdę. Wszyscy dziwią się „skąd bierzesz na to czas” albo „tobie musi się naprawdę nudzić” – wszem i wobec ogłaszam, że nie nudzi mi się wcale, ale uważam że jak ktoś CHCE to MOŻE, natomiast jak komuś się nie chce to i tak tego nie zrobi. Nie o ilość czasu tu chodzi.

Wczoraj wyczytałam iż na imprezę trzeba się zapisać. Wypełniłam formularz i dostałam nr 400 – jak się okazało dokładnie tyle było zaplanowanych stanowisk, zgarnęłam ostatnie wolne – miałam szczęście już na samym początku :)10052014

Impreza trwała 4 godziny i przyznam, że nogi bolą mnie niemiłosiernie, ale mimo to jestem bardzo, ale to bardzo zadowolona z udziału w niej. Przyjechałam do domu z o połowę mniejszą ilością ciuchów, wypełnionym portfelem o bagatela 250 zł i z dobrym uczynkiem na koncie. Po imprezie można było zostawić część ubrań/torebek/butów na miejscu. Wszystkie pozostawione w ten sposób rzeczy trafić mają do Domu Samotnej Matki.

Czyż to nie wspaniałe przedsięwzięcie? Brawo dla organizatorów czyli OLX.PL!

Podczas imprezy odwiedziły mnie Anetka, Ania i Agnieszka. A poza tym mnóstwo starych znajomych, z którymi nie widziałam się mnóstwo czasu. Kolejny pozytywny aspekt tego, że mi się CHCIAŁO.zdjęcie 1 zdjęcie 2Miłego popołudnia Kochani :*

toruń

Kochani,

W pierwszy dzień majówki postanowiliśmy wraz z Krzysiem, moją siostrą Anetą i jej chłopakiem Łukaszem pojechać na jednodniową wycieczkę do Torunia. Wycieczkę zaplanował wspomniany wcześniej chłopak mojej siostry i miała to być dla niej niespodzianka. Niespodzianką nie miał być sam wyjazd, ale miejsce docelowe. W tym celu pięknie dotrzymywałam tajemnicy przez ostatnie dwa tygodnie, ale już ostatniego dnia się wygadałam. Zupełnie tego nie rejestrując :)

Kiedy jechaliśmy już autem w kierunku obwodnicy, powiedziałam, że muszę kupić sobie nowego KUKBUK’a, „ale przecież mogę go kupić w Toruniu” – po tych słowach wszyscy zaczęli się śmiać, a ja nie wiedziałam z czego… Okazało się że się wygadałam tajemnicze miejsce docelowe, nawet tego nie rejestrując… :P No cóż zdarza się najlepszym!

Droga przebiegła bez większych przeszkód. Pogoda nam zdecydowanie dopisała więc, gdy już dotarliśmy na starówkę postanowiliśmy po krótkim spacerze nad Wisłą znaleźć piękne miejsce na kawkę i ciasto. Myślę, że wszyscy na to zasłużyliśmy.zdjęcie 1-8 zdjęcie 3-1Chodząc po starówce szukaliśmy miejsca idealnego :) Padło na Róża i Zen – Łukasz stwierdził, że powinna nam się spodobać, bo ma drzewa rosnące pomiędzy stolikami. Okazało się, że sama kawiarnia jest najpiękniejsza w jakiej dotychczas byłam i na dodatek była w niej zagrywana scena z serialu „Lekarze”, gdzie siostra Alicji poznała swojego obecnego chłopaka :P

Spójrzcie tylko do jakiego raju udało nam się trafić podczas pobytu w Toruniu:zdjęcie 3-8zdjęcie 5-1zdjęcie 5-8zdjęcie 4zdjęcie 4-8zdjęcie 3zdjęcie 3-7zdjęcie 2zdjęcie 2-7zdjęcie 1zdjęcie 1-7Róża i Zen zaskoczyły nas nie tylko nietuzinkowym „wnętrzem”, ale przede wszystkim ciastami własnej roboty. Uwaga te zdjęcia na pewno spowodują u Was chęć na coś słodkiego :)zdjęcie 3-6zdjęcie 1-6zdjęcie 2-6zdjęcie 4-6 zdjęcie 4-7 zdjęcie 5-6Takie właśnie zielone niespodzianki wpadały nam do herbat czy kaw :) Miało to niesamowity urok, takiej herbatki w babcinym sadzie. Poniżej zdjęcie „po” – jaka szkoda…zdjęcie 1-5Po drodze odwiedziliśmy jeszcze wystawę kotów rasowych – żal było nie skorzystać z okazji.zdjęcie 4-5Następnie udaliśmy się na piwko piernikowe do miejsca standardowego – chyba każdy tam trafi, kiedy tylko przyjedzie odwiedzić to miasto. Mowa oczywiście o „Janie Olbrachcie”. Sprzedają tam po jedyne 10 zł minikufelki pełne czterech różnych, ważonych na miejscu piw.zdjęcie 5-4zdjęcie 4-4zdjęcie 4-3zdjęcie 2-3 zdjęcie 3-3 zdjęcie 3-2Kadzie :)zdjęcie 4-2I oczywiście piwko piernikowe, które zabraliśmy ze sobą do Gdańska. Odwiedziliśmy jeszcze sklep z piernikami toruńskimi i kupiliśmy sobie na wagę kilka rodzajów – pycha :)

Obiad był ostatnią częścią naszej toruńskiej wyprawy. Uderzyliśmy do pierogarni „Stary Toruń. zdjęcie 5-3Otrzymaliśmy tam tak genialne pierogi tzw. piecuchy (były też bardziej standardowe lepiuchy). Ja z Anetką zamówiłam z grzybami, Krzyś z 5 rodzajami serów, Łukasz zdecydował się na zestaw „czego dusza zapragnie” i zamówił 5 różnych rodzajów min. z salami i cheddarem (był mega).zdjęcie 2-2Swoją drogą otrzymaliśmy jeszcze smalec własnej roboty z chlebkiem i ogórkami – jako aperitif :)zdjęcie 1-2To byla wspaniała wyprawa. Kilka zdjęć z Torunia na sam koniec :)zdjęcie 5-5 zdjęcie 4-1 zdjęcie 3-5Cukierki własnej roboty – oczywiście pomarańczowe :)zdjęcie 3-4 zdjęcie 2-8 zdjęcie 2-5Rodzinka „prawie” w komplecie.zdjęcie 2-4 zdjęcie 2-1 zdjęcie 1-4Piękna posadzka.zdjęcie 1-1Życzę Wam równie udanej majówki jak nasza czwartkowa wyprawa. Jutro jedziemy na wesele znajomego w okolice Chojnic – majówka jak najbardziej aktywna :)

Do następnego:*