skok na bungee w sukience – tak robię tylko ja :)

Kochani,

Cóż mogę napisać… Wszystko mnie boli, mam traumę (!!!) i sama niedowierzam, że zrobiłam coś tak szalonego. Skok na bungee jest zupełnie nie w moim stylu; jestem za bardzo odpowiedzialna, aby aż tak się narażać.

Nienawidzę opuszczać mojej bezpiecznej strefy. Jednak zrobiłam to, skoczyłam z 83 metrów na bungee!

To, co zrobiłam dotarło do mnie chyba dopiero późno w nocy, kiedy nie mogłam zasnąć – już dobre 4h po skoku. Gdy zamykałam oczy wracał ten przerażający strach, paniczny, ale też niewiarygodnie piękny widok Starego Miasta podziwiany przez ułamek sekundy przed skokiem. Paraliżujący strach, świadomość że mam skoczyć w dół z tak ogromnej wysokości mroził krew w żyłach i nie pozwalał zasnąć. Musiałam ponownie tego dnia włączyć „Fakty”, aby nie myśleć, tylko słuchać i zasnąć.

Podczas wieczornego wypadu z naszymi gośćmi i ich przesłodką córeczką Paulinką na Stare Miasto w Gdańsku zauważyliśmy nad Motławą dźwig i śmiałków skaczących z niewyobrażalnej dla mnie wysokości. Mąż zapytał czy nie chciałabym skoczyć (on cwany już kiedyś skakał). Zgodziłam się (wiecie, adrenalina, chęć zrobienia czegoś szalonego…).

Kiedy staliśmy w kolejce i czekaliśmy na swoją kolej było za późno, aby się wycofać. Zabezpieczona w rzepy – tak tylko rzepy trzymały moje kostki; od „pasków na rzepy” zależało moje życie – wjechałam na dźwig, na wysokość 83 metrów. Gumowa lina wisiała na moich kostkach i podczas podjeżdżania czułam jej ogromny ciężar i naprawdę bałam się, że ona spowoduje mój wcześniejszy skok (wtedy zapewne śmiertelny). Jednak udało się, podjechaliśmy BARDZO, BARDZO wysoko…

Sparaliżowało mnie!

Usłyszałam: „liczę raz, dwa trzy i na słowo „bungee” skaczesz!”

Kiedy padło to okropne słowo wychyliłam się i oczywiście cofnęłam – nikt NORMALNY nie skoczyłby od razu, prawda?

Usłyszałam: „Nie boimy się, skaczemy. Raz, dwa, trzy „bungee”!” i poleciałam…

Nie zrobiłam tego sama; nigdy nie skoczyłabym w tak przerażającą „przestrzeń”! Byłam tak sparaliżowana strachem, że nie myślałam (dosłownie), po prostu poddałam się temu co mówił do mnie ten człowiek i grzecznie wykonałam jego polecenie :D

Potem spadałam, extremalnie szybko przebijając masy powietrza i widząc coraz bardziej zbliżającą się zieloną taflę Motławy. Trwało to kilka sekund, potem poczułam naprężający się sznur, podbicie do góry (prawie ponownie do wysokości, na której znajdował się dźwig), potem kolejne podbicie i już spokój. Przeżyłam. Przekonana, że już NIGDY tego ponownie nie zrobię.

Oczywiście byłam szczęśliwa, czyż nie tak działa adrenalina? Śmiałam się i miło gawędziłam z ludźmi na dole, którzy za metalową siatką mówili, że jak zobaczyli moje „wychylenie się” i cofnięcie obstawiali, a wręcz byli pewni, że nie skoczę. Zostałam zapamiętana jako ta, która na bungee skoczyła w sukience :)

 Potem skakał mój mąż. Kochany Krzyś. Tak się cieszę, że ciągle żyjemy.

Miałam ogromne szczęście, że nasz gość Marek uwiecznił mój wyczyn. Zapraszam na fotorelację :)zdjęcie 4-1zdjęcie 1-4zdjęcie 2-4zdjęcie 3-4 zdjęcie 3-1 zdjęcie 4-4zdjęcie 5-1zdjęcie 5-2zdjęcie 2-2 zdjęcie 1-2zdjęcie 2-1zdjęcie 1-5zdjęcie 2-5zdjęcie 3-3zdjęcie 5-3 zdjęcie 4-3 zdjęcie 4-2zdjęcie 2-3zdjęcie 3-2zdjęcie 1-3Po wyjeździe od nas Paulinka powiedziała: „Było superowo u cioci!”

Tym pozytywnym akcentem zakończę tę relację :)

Do następnego!

4 thoughts on “skok na bungee w sukience – tak robię tylko ja :)

  1. Szczerze mówiąc, po takim tytule spodziewałam się, że coś niedobrego się z tą sukienką stało podczas skakania.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s