wewnętrzne place zabaw w kumagaya

Kochani,

Jak każdy wie nie zawsze mamy cudowną pogodę. Japonia, która mimo środka zimy zaskoczyła nas ogromną ilością słońca, a wręcz wiosenną pogodą nie jest już dla nas tak łaskawa. Dwa dni temu, gdy wychodziliśmy z Baltim z placu zabaw znajdującego się w centrum handlowym zobaczyłam śnieg! Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Bardzo mocno padał. Fakt, dzień wcześniej kolega z pracy Krzysia – Japończyk powiedział, że w poniedziałek będzie padał śnieg. Przyznam, że w to po prostu nie uwierzyłam, bo jednak codziennie tu mamy piękne słońce. Pogoda aż tak diametralnie nie może się zmienić, a jednak…

Tego dnia wróciliśmy tak:IMG_3052Dlatego wiem już jak ważne jest zabieranie ze sobą parasolki czy folii na wózek. I wiem też jak ważne będą teraz dla nas wewnętrzne place zabaw. Bardzo ubolewałam nad tym, że w tak dużym mieście nie ma żadnego konkretnego miejsca zabaw dla dzieci. W mieście, w którym mieszka bądź co bądź 200 tys. mieszkańców musi być wystarczająco dużo dzieci, aby choć jeden takowy plac powstał. Niestety na japońskich stronach trudno się poruszać, a gdy wpisywałam Kids US Land w google maps (ta aplikacja naprawdę bardzo nam tu pomogła w kwestii odnajdywania miejsc) najbliższy wyskakiwał w miejscowości znajdującej się ok 11 km od Kumagaya’i.

Pierwszym miejscem, które odkryłam w trakcie moich poszukiwań było piętro z akcesoriami dla dzieci z małą dziecinną księgarenką w rogu.IMG_0134IMG_0135IMG_1031IMG_0457IMG_0461IMG_0466IMG_1042Zakochałam się w tych kilku metrach kwadratowych od razu, tym bardziej, że od samego początku wiedziałam że chce kupić Baltikowi książeczkę z Japońskimi znakami na pamiątkę. Ważne, abym na podstawie obrazków znała mniej więcej historię i mogła mu opowiadać co w niej jest. Za trzecim podejściem znalazłam ją:IMG_3841Zakupiona książeczka opowiada o kotku, który chciał wyprzytulać wszystkie potrzebujące stworzenia na świecie. Rano opuścił swoją opiekunkę – małą dziewczynkę i pobiegł „wyprzytulać świat”. Pojawił się w parku, gdzie przytulał koty i motyle, następnie dotarł na łódkę płynącą do Afryki i przytulił po drodze ogromnego wieloryba. Gdy dopłynął na ląd w jego objęcia wpadła żyrafa, słoń i mnóstwo innych afrykańskich zwierząt. Na końcu swojej podróży dotarł na Antarktydę i tam spotkał misia polarnego, który był bardzo samotny… Przytulił go mocno i wrócił do domu, do małej dziewczynki, która jak się okazało najbardziej potrzebowała przytulenia :) Ach… cudowna książeczka. Aby zrozumieć treść użyłam google translatora (należy nakierować aparat na treść, którą chcemy przetłumaczyć i  wówczas pojawia się tłumaczenie, czasem bardzo dziwne i bezsensowne, a czasem całkiem zrozumiałe), obstawiam, że udało mi się w 70% zrozumieć przekaz książeczki. Na szczęście mam przecież asa w rękawie TakouSan’a vel OctopusSan’a – przesympatycznego Japończyka, który opowie mi o treści książeczki raz jeszcze. W PL raczej trudno będzie znaleźć kogoś, kto przetłumaczy japońskie znaczki :)IMG_4148IMG_4126IMG_4127IMG_4125IMG_4131IMG_4124Wracając do placów zabaw, z których będziemy korzystać zapewne teraz częściej (tak mówi pogoda na następny tydzień)l; w innym centrum handlowym znalazłam mały, wydzielony punkcik dla dzieci, który miał jedną zabawkę – zjeżdżalnie. Balti szalał na niej jak wariat, a wszystkie matki i ojcowie pozostałych dzieci nie mogli wyjść z podziwu lub przerażenia jak to małe blond dziecko krzyczy z radości i każdemu przybija piątki – w przeciwieństwie do dość cichych japońskich dzieci (kwestia wychowania, kultury czy z moim dzieckiem jest coś nie tak? Japońskie dzieci są naprawdę bardzo, bardzo ciche…).IMG_0767IMG_0737IMG_0717IMG_0716IMG_0704Miejsce, do którego jeszcze nie dotarliśmy; zostawiam je sobie na dzień z obrzydliwą pogodą to knajpka w iście europejskim stylu (bardzo różniąca się od małych japońskich kawiarni czy cukierni, gdzie pewnie nie zmieściłby się wózek). Nie ma tam zabawek, ale są małe krzesełka, tablicowa ściana, drewniane koło i półki na książki, które powinny wystarczyć Baltikowi na jakiś czas. Przynajmniej się wybiega, pobawimy się a chowanego czy pogonimy się nawzajem – Baltazar to kocha.IMG_0071IMG_0069IMG_0068IMG_0067IMG_0065Tydzień po przylocie do Japonii w niedzielę postanowiliśmy z Krzysiem spędzić rodzinny dzień i zabrać Baltika do miejscowości oddalonej o 11 km do najbliższego „KIDS US LAND’u” – ta marka króluje tu, być może to jedyne place zabaw w Japonii. W każdym razie podczas moich poszukiwań nie natknęłam się na żadną inną nazwę wewnętrznych placów zabaw.

Moim zamiarem było zapamiętanie drogi do tej miejscowości tak, aby móc z Baltim jeździć tam już bez Krzysia. Jednak dotarcie na miejsce wcale nie było łatwą sprawą nawet dla mojego wszechwiedzącego Krzysia – uwierzcie mi on naprawdę porusza się po całym świecie i ogarnia tak, że mogę być tylko pod ogromnym wrażeniem. Na lotniskach, dworcach, wszędzie on wie co ma zrobić, gdzie się udać; daleko mi do takiego obycia. Dla mnie lotnisko większe niż to gdańskie już jest jednym wielkim labiryntem. Poza tym Krzyś ma opanowany każdy typ samochodu, niezależnie od tego czy kierownica i ruch w danym kraju jest po prawej czy po lewej stronie. Po wypożyczeniu auta w Tokio, po 24 h lotu wsiadł do samochodu (kierownica i ruch po lewej stronie) i po prostu wyjechał na zatłoczone ulice Tokio…

Jednak ogarnięcie japońskich autobusów było i tak za trudne. Jak się okazało czekaliśmy na złym przystanku, a rozkład jazdy, co więcej nr autobusu to były japońskie znaki, których za nic na świecie nie mogłam rozróżnić. Po konsultacjach z przemiłą Japonką udało się w końcu wsiąść do dobrego autobusu (na samym końcu japońskich znaków widzieliśmy jakby „R” co miało pozwolić mi odróżnić ten nr od innych :P). W autobusie Balti chodził, biegał i siadał na każdym siedzeniu (musieliśmy złożyć wózek, bo oczywiście nie było na niego miejsca) więc perspektywa samotnej podróży z Baltim, bez wózka, autobusem którego nr nie odróżniałam – zaczynała stawać się niewykonalna :P Oczywiście wysiedliśmy o trzy przystanki za wcześnie, ale na szczęście po 10 minutach dotarliśmy do celu. Kochane google maps i internet w komórce :D Naprawdę bez tego poruszanie się po Japonii byłoby za trudne.

Na placu było cudownie :) Jaka szkoda, że nie miałam takiego w okolicy naszego hotelu…IMG_2329IMG_2331 Baltazar bawił się dwie godziny jak szalony, my zresztą też. Wszystkie zabawki były do dyspozycji dzieci bez dodatkowych opłat, nawet te elektryczne jak ciuchcia czy samochody. Potrzebny był tylko czesem rodzić, aby wciskać guzik. Tak działała właśnie ciuchcia, którą Baltazar pokochał i na której spędził 40% czasu z cudowną małą koleżanką.IMG_2634IMG_2636IMG_2631IMG_2602IMG_2601IMG_2691IMG_2669IMG_2454IMG_2431IMG_2406IMG_2339IMG_2717IMG_2732Wracając do Kumagaya’i wysiedliśmy też za wcześnie (grrr…); postanowiliśmy wysiąść przy dużym centrum handlowym, aby zrobić jeszcze zakupy i coś zjeść. Niestety natrafiliśmy na kolejną przeszkodę – ogromne schody nad torami; oczywiście bez windy i wjazdu dla wózków. Były ogromne i bardzo strome. Takich niedostosowanych schodów mamy wokół hotelu bardzo dużo. Niestety, aby przemieścić się wózkiem na drugą stronę ulicy musimy iść dość długo w bok, aby znaleźć się na jakichkolwiek pasach pozwalających nam przejść. Wiecie jak sobie poradziliśmy? Do tej pory mam ciarki jak o tym myślę. Baltazar spał w najlepsze. Uznaliśmy, że schody są za strome, aby je pokonać wnosząc wspólnie wózek, wiec Krzyś wyciągnął za drewniany pałąk górę spacerówki, na której spał Balti i niósł go na rękach. Tak wszedł i zszedł ze schodów. Ja szybko złożyłam stelaż z kołami i w ten sposób znaleźliśmy się po drugiej stronie torów. Przyznam, że bardzo bałam się o Baltika, bo gdyby Krzysiowi osunęła się noga idąc tak stromymi schodami… nawet nie chce myśleć co by się stało.

Baltazar spał w najlepsze, więc po dotarciu do centrum wybraliśmy małą japońską knajpkę i zjedliśmy tam bardzo pyszny obiad. Rzadko się zdarza, aby Baltazar tak ładnie spał w wózku, żebyśmy mogli w spokoju bez latania za nim na zmianę zjeść w tym momencie, w którym naprawdę jesteśmy głodni. Tylko rodzice potrafią zrozumieć naszą radość w tym momencie :P

Poszliśmy na małe zakupy i na trzecim piętrze po wyjściu z windy, której nigdy nie używałam zobaczyłam… KIDS US LAND! Taki sam, z którego wróciliśmy godzinę wcześniej, oddalonego o 11 km :D Więc jak się okazuje mamy go (o czym ani internet ani google maps mnie nie poinformowało) ok 20 minut od hotelu! Już następnego dnia rano Balti biegał i bawił się w nim jak szalony :DIMG_2956IMG_2943IMG_2966IMG_2984IMG_2985IMG_2989IMG_3021IMG_3030Taka jest nasza historia poszukiwań placów zabaw. Jak widać zakończona „ogromnym” happy end’em :D

Do następnego :*

2 thoughts on “wewnętrzne place zabaw w kumagaya

  1. Kasiu, ztwoim Baltikiem jest wszystko ok :) Japonskie dzieci sa tak chowane : bardzo ciche, grzeczne, zdyscyplinowane :)

    • To prawda :) Choć dla własnej satysfakcji napiszę, że już kilka razy widziałam je wrzeszczące i rzucające się na ziemie :P Choćby wczoraj chłopczyk w Baltika wieku bawił się z nim w berka wokół dużego słupa na placu zabaw, a gdy tata go zabierał był wrzask i ogólna masakra :P Także nie jest z nimi tak najgorzej :) Choć na upartego można by rzec, że Balti maczał w tym palce :P:P:P

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s