rozneglizowane kelnerki i downtown phoenix

Kochani,

Wiele rzeczy działo się podczas tego weekendu, chociaż nie wszystko potoczyło się wg wcześniej ustalonego planu :) Jest weekend (w sumie już się skończył), a my zamiast zwiedzać leczymy Krzysia z zapalenia ucha. Tak się już czasem zdarza i trzeba tak to ogarnąć, aby szybko męża wykurować :) Na szczęście jest zabezpieczony lekarstwami, więc szybko wkropiliśmy kropelki do ucha i już jest lepiej. Oglądamy filmy i leżymy w łóżku :) Wczoraj byliśmy na obiedzie za 9$ (stosunkowo tanio jak na USA) i zjedliśmy lunch w Cornish Pasty. To typowo amerykańska knajpa, a cornish pasty to takie amerykańskie pierogi (podobne do naszych pasztecików z kapustą i grzybami), ale zdecydowanie większe od naszych i nadziane mnóstwem różnych różności :) Ja zamówiłam z pieczarkami, papryką, serem i kurczakiem :)Screen Shot 2013-07-22 at 5.05.23 AM Screen Shot 2013-07-22 at 5.05.33 AMA tak robi się właśnie cornish pasty:Screen Shot 2013-07-22 at 5.19.51 AMScreen Shot 2013-07-22 at 5.19.26 AMMieliśmy jechać do westernowego miasteczka, ale przez przeziębienie Krzysia odpuściliśmy sobie tę przyjemność (tym bardziej musielibyśmy jechać tam łącznie 5h). Po powrocie Krzyś odpoczął, a po 2 pm pojechaliśmy do downtown Phoenix coś zjeść.Screen Shot 2013-07-22 at 7.01.57 AM Screen Shot 2013-07-22 at 7.01.44 AMOd dwóch dni pogoda jest kiepska, tzn. nadal jest przyjemnie ciepło; ok 30 stopni, ale pada deszcz i mamy tu spore zachmurzenie (słońce wróć, ja chce się jeszcze opalić przed powrotem do PL !!!) Poszliśmy sobie na mały spacer po stolicy stanu Arizona.Screen Shot 2013-07-22 at 5.03.26 AMPodoba Wam się moja sukienka? Kosztowała dosłownie 3,5$ :) Kupiona na mega przecenie H&M (!!!) A jako ciekawostkę zdradzę Wam, że to zwykła długa koszulka :) Jedynie podpięta z dwóch stron agrafkami – na wysokości bioder :DScreen Shot 2013-07-22 at 5.02.45 AM Screen Shot 2013-07-22 at 4.56.24 AM Screen Shot 2013-07-22 at 4.55.04 AMTo pomnik upamiętniający oficerów policji, którzy poświęcili swoje życie i zginęli na służbie. Pod spodem są cegiełki i niektóre z nich mają już nazwiska…
Screen Shot 2013-07-22 at 5.04.28 AMKonik specjalnie dla Anetki :)

Screen Shot 2013-07-22 at 4.54.12 AM Screen Shot 2013-07-22 at 4.56.49 AMWidzicie tu jakiegoś człowieka? Nawet jak jest chłodno to nikogo tu nie ma :PScreen Shot 2013-07-22 at 4.57.06 AM Screen Shot 2013-07-22 at 5.04.49 AMKaktus jeden…Screen Shot 2013-07-22 at 5.05.05 AMI kaktus drugi :)

Zdecydowaliśmy się na restaurację, która ostatnim razem była zamknięta. Krzyś przestrzegał mnie, że tam jedzenie roznoszą prawie rozebrane dziewczyny w szkockich kiltach. Uznałam, że skoro jest chory to zrobię mu tę przyjemność i pójdziemy do tego miejsca (wolę, aby patrzył pod moim nadzorem:P). Wiecie co mi odpowiedział, że nie musi na nie patrzeć, bo najpiękniejszą dziewczynę przyprowadzi ze sobą :):):) Kochany jest – nawet jeśli to nie do końca prawda :) I tak ma plusa.  Trochę zaprowadziła nas tam też moja ciekawość :P I faktycznie obsługiwały nas takie dziewczyny (zdjęcie z internetu):Screen Shot 2013-07-22 at 5.45.25 AMA jedliśmy i piliśmy to:Screen Shot 2013-07-22 at 5.04.10 AMStella artois – moje ulubione piwo tu :)
Screen Shot 2013-07-22 at 5.03.44 AM Screen Shot 2013-07-22 at 5.02.19 AM Screen Shot 2013-07-22 at 4.57.40 AMScreen Shot 2013-07-22 at 4.56.10 AM Screen Shot 2013-07-22 at 4.55.57 AM Screen Shot 2013-07-22 at 4.55.43 AMZamówiłam 3 mini hamburgery z frytkamiScreen Shot 2013-07-22 at 4.55.30 AMStandardowo najedliśmy się extremalnie. Musieliśmy zostawiliśmy frytki, a szkoda bo były naprawdę pyszne :)Screen Shot 2013-07-22 at 4.57.27 AMPo powrocie obejrzeliśmy jeszcze film, Krzyś wypił herbatkę i poszliśmy spać :)

Życzę Wam miłego dnia, całuje i do następnego:*

przecena roku: 143$ na 20$, extremalne przeslodzenie w the cheesecake factory i 30 pocztówek do wypisania

Kochani,

Cały dzień spędziłam na wypisywaniu pocztówek :) Taki starodawny zwyczaj, prawie już zapomniany w naszych nowoczesnych czasach. Trochę mi to zajęło; skompletowanie adresów, wypisanie 30 kartek i naklejane znaczków. Niby 30 sztuk, ale uwierzcie mi ręka dosłownie mi odpadała już po kilku pierwszych. Ale warto było :)

Oto kartki przed tym maratonem pocztówkowym:Screen Shot 2013-07-19 at 9.02.01 PMI zaraz po nim:Screen Shot 2013-07-19 at 10.11.59 PMMimo, że poniższe zdjęcie dotyczy starych zakupów w H&M; sprzed tygodnia postanowiłam zamieścić tę fotkę. Co myślicie o takich przecenach:Screen Shot 2013-07-20 at 5.46.04 AM25$ na 7$ albo 35$ na 10$? Super prawda? No to trzymajcie się krzeseł, foteli i innych siedzisk… Kiedy podeszłam do kasy, aby zapłacić okazało się, że moje zakupy są jeszcze przecenione o 50% (!!!) więc za 6 rzeczy wartych 143$ zapłaciłam ok 20$.Screen Shot 2013-07-20 at 5.35.04 AMNiech żyją tanie zakupy :D

 Tego dnia udało mi się zmobilizować i wyszłam, aż dwa razy na basen. Można powiedzieć, że już się troszkę opaliłam, ale to jest tak znikome „muśnięcie słońcem”, że nie ma się czym chwalić. Rano leżałam 1 h, a po popołudniu ok 30 minut, bo słońce już zachodziło. W sumie było to bardziej czytanie gazety na leżaku, niż opalanie. Za to kąpiel w basenie sprawiła mi naprawdę ogromną przyjemność :)Reszta dnia zleciała na relaksowaniu się, słuchaniu muzyki i czytaniu ciągle tej samej gazety :P Ale już jestem przy końcu :PScreen Shot 2013-07-20 at 5.45.53 AM

Screen Shot 2013-07-20 at 5.32.42 AMScreen Shot 2013-07-20 at 5.36.06 AM Screen Shot 2013-07-20 at 5.37.30 AM

Wieczorem postanowiliśmy, że rezygnujemy ze standardowej kolacji i pójdziemy na shake’a do RUBY’S. Niestety, w Phoenix nie ma restauracji tej sieci. Zniechęceni faktem, że nie napijemy się tego boskiego napoju lodowego szukaliśmy innego miejsca, gdzie można zjeść coś smacznego. Padło na:

Screen Shot 2013-07-19 at 9.01.41 PM Screen Shot 2013-07-19 at 8.56.58 PM Screen Shot 2013-07-19 at 8.56.40 PMTaki mieliśmy wybór :D Ciężko było, uwierzcie mi, wybrać coś z tylu różności :P W moim przypadku padło na sernik malinowy z białą czekoladą, a w Krzysia na sernik kokosowo-czekoladowy. Oba były zabójczo wspaniałe, bo „dobre” to zdecydowanie za mało powiedziane. Aby uszczęśliwić się na 100% zamówiliśmy jeszcze cappuccino i cafe latte :) Tacy byliśmy szczęśliwi z naszymi zestawami, ja chyba trochę bardziej niż Krzyś :PScreen Shot 2013-07-19 at 8.12.37 PM1Screen Shot 2013-07-19 at 8.13.01 PM Screen Shot 2013-07-19 at 8.13.44 PM Screen Shot 2013-07-19 at 8.13.58 PMNa zdjęciu powyżej w „sosjerce” widzicie rozpuszczoną czekoladę :P Jak polewałam sobie nią cheesecake’a dziewczyny z sąsiedniego stolika, aż zapiszczały z zachwytu i od razu poprosiły kelnera o to samo :P Wyglądało to tak:Screen Shot 2013-07-19 at 8.57.57 PMZjedliśmy „prawie” wszystko, bo sernik z bitą śmietaną i czekoladą okazał się za dużą dawką cukru jak na jednego normalnego człowieka :P Więc tak przesłodzeni opuściliśmy to wspaniale miejsce :) Resztę wieczoru spędziliśmy na basenie pijąc piwko :) Temperatura była wspaniała, około 30 stopni.Screen Shot 2013-07-19 at 8.59.56 PM Screen Shot 2013-07-19 at 9.00.42 PMCóż, nic dodać nic ująć :P

Całuje Was gorąco. U Was jest 6 rano 20 lipca, u nas 9 pm 19 lipca. Siedzimy z chłopakami and basenem, pijemy piwko i rozmawiamy o naszym Kotulku kochanym. Jeszcze dziękuję pewnemu wspaniałemu Ł. za opiekę nad naszym Kotulkiem pod nieobecność Anett :)

kolejny zwykly dzien i troche jedzenia

Kochani,

Po powrocie z Vegas/Los Angeles nic ciekawego się nie działo. Odpoczywałam po tych wycieczkach przez dwa dni. Do tego przez klimatyzację byłam troszkę przeziębiona, ale już wszystko wróciło do normy :) Trochę się wynudziłam podczas tego czasu, trochę nadrobiłam filmy, poczytałam gazety i przepakowałam walizki. A poza tym:

Nadrobiłam rozmowy przez skype :)Screen Shot 2013-07-19 at 12.29.04 AMPojadłam kilka smacznych śniadań :PScreen Shot 2013-07-19 at 1.03.42 AMScreen Shot 2013-07-19 at 1.06.16 AMNatknęłam na kilka ciekawostek z działu „Strange America”: Screen Shot 2013-07-19 at 12.52.30 AMZawitałam ponownie do działu „Big America”:Screen Shot 2013-07-19 at 12.50.23 AM Screen Shot 2013-07-19 at 12.50.31 AMI na trochę do nowego działu „Sweet America” – słodkie krakersiki w kształcie rybek :)Screen Shot 2013-07-19 at 12.54.30 AMDziś Krzyś przyjechał po mnie w porze lunch’u i zabrał do knajpki sushi na ogromny, jak się okazało, zestaw lunch’owy :) Zupa z tofuScreen Shot 2013-07-19 at 12.56.59 AMSałatka z sosem słodko-kwaśnymScreen Shot 2013-07-19 at 12.58.46 AMZestaw lunchowy: ryż, sos, dwie krewetki w tempurze, warzywa w tempurze, zielony groszek, 4 sz. maków, sashimi z łososia i tuńczyka, boski łosoś pieczony w słodkiej glazurze i deser z pomarańczy :) Do tego oczywiście Dr Pepper!Screen Shot 2013-07-19 at 1.00.05 AMScreen Shot 2013-07-19 at 1.00.43 AMWybaczcie moje rozczochrane włosy, Krzyś wyciągnął mnie na lunch prosto z basenu, na którym spędziłam godzinkę opalając się. Nawet odpuściłam sobie makijaż. Na basenie tylko trzy razy byłam zmuszona się zamoczyć w basenie, oczywiście aby nie zemdleć z gorąca :P

Jak się szybko okazało byłam już tak najedzona samą sałatką i zupą, że lunch’u starczyło mi jeszcze na kolację :PScreen Shot 2013-07-19 at 1.10.08 AMPoza tym wszystkim mogłam podziwiać kolejny piękny zachód słońca…Screen Shot 2013-07-19 at 12.53.20 AM Screen Shot 2013-07-19 at 12.52.19 AMMój kochany mąż jest teraz bardzo zajęty, więc większość czasu spędzam sama w hotelu. Mam do dyspozycji samochód, ale jak brakuje już miejsca w walizkach na nowe rzeczy (kasy już powoli też) to nawet na zakupy niebezpiecznie jeździć :P Dlatego też odpuściłam sobie takie wypady. Spędzam teraz czas na typowym odpoczynku: opalam się, kąpie w basenie, czytam, drzemie popołudniami i ogólnie jest mi dobrze :P Jutro planuje wypad na kawkę do Starbucks’a, aby zająć sobie czas w ciągu dnia :) Zostało mi  już tylko 10 dni do końca pobytu; jakoś tak smutno się robi na samą myśl. Pewnie dlatego, że już powoli przyzwyczajam się do temperatury. Dziś ok 8 pm jechaliśmy do sklepu i temperatura na zewnątrz wynosiła dokładnie 39 stopni i było mi z nią wspaniale, tak cieplutko, ale nie za gorąco. Bardzo pozytywne uczucie. Pamiętam śmieszną sytuację z LA; kiedy dojechaliśmy do hotelu, po wyjściu z samochodu oboje z Krzysiem mieliśmy ciarki na nogach i rękach, bo było nam za zimno… Na marginesie powiem, że w Californii teraz jest lato i jest wysoka temperatura; dla przyzwyczajonych do takiego gorąca „mieszkańców” Phoenix jednak cały czas za zimno :P

Całuje Was gorąco (tak gorąco jaką mamy temperaturę w Phoenix – ok 40 stopni :P)

Do jutra :*

powrót do phoenix przez pustynie i genialny lunch w ruby’s

Kochani,

Dziś wstaliśmy bardzo wcześnie – ok 7 am. Musieliśmy się spakować, zjeść śniadanie i wyruszyć najlepiej ok 8.30 do Phoenix. Prawie nam się udało. Śniadanie było dziś wyjątkowo smaczne: garść pokrojonych truskawek, borówki amerykańskie, kawałki arbuza i banan. Do tego dwa mini croissant’y, które maczałam w miodzie! Uwierzcie mi na słowo – to było przepyszne!!! Czasem nawet w Marriott’ach można wybrać coś pysznego (z ogromu rzeczy w proszku:P). Droga powrotna z Los Angeles do Phoenix trwała 10 h z przystankiem na outlety i lunch :-) Do outletów dojechaliśmy po 2 h (w trakcie mieliśmy załamkę, bo nie mieliśmy pojęcia, gdzie jesteśmy). Krzyś kupił sobie kilka rzeczy i słuchawki. Co ciekawe miły Pan sprzedawca poinstruował mojego męża, że jak im odda stare  i trochę dopłaci to dadzą mu tzw. upgrade’a na nowy sprzęt. Wskutek czego dostał najnowszy model słuchawek za połowę ceny :-) Ja moi drodzy też wykorzystałam przeceny. Kupiłam dwie letnie sukieneczki (z czego jedna za 1/2 ceny) i czapkę zimową z polarem :-)

Na koniec pojechaliśmy do typowej przez duże „T” amerykańskiej knajpki RUBY’S.

Screen Shot 2013-07-16 at 7.28.04 PM

Największe wrażenie robił wystrój w stylu lat 50tych :-) wszystkie sofy w czerwonej skórze, kelnerki ubrane w identyczne biało-czerwone sukienki. Krzyś opowiadał, że robią tu najlepsze shake’i w całej Ameryce. Zamówiłam bananowo-truskawkowego, a Krzyś kawowego :-)Screen Shot 2013-07-16 at 7.52.54 PM Screen Shot 2013-07-16 at 7.53.22 PM Faktycznie był MEGA!!! Jedzonko zresztą też – a to jest zdecydowanie to, co Kasie lubią najbardziej :-PScreen Shot 2013-07-16 at 7.56.19 PMScena z filmu „Urodzeni mordercy” była nagrywana w jednej z knajpek tej sieci! Widzicie charakterystyczne koła, czy może lepiej dziury w ścianie na zdjęciu poniżej i powyżej? Super uczucie być w miejscu, gdzie „być może” nagrywali ten kultowy film :DScreen Shot 2013-07-17 at 3.56.06 AMScreen Shot 2013-07-16 at 7.51.33 PMZ przykrością muszę się do czegoś przyznać… Fast foody są uzależniające (!!!) Teraz jak idziemy na obiad mam ochotę albo na burgera albo na stek… Nigdy nie miałam, aż takich „mięsnych” zapędów :/ Zawsze zamawiam burgery z mięsem z indyka lub kurczaka, po prostu bardziej mi smakują :DScreen Shot 2013-07-16 at 7.55.17 PM Screen Shot 2013-07-16 at 7.54.35 PMScreen Shot 2013-07-16 at 7.54.00 PMCzy ktoś zauważył podobieństwo między mną, a Panną Ruby? Nieświadomie mam taką samą sukienkę (no dobrze, podobną) :P Tylko paski w inną stronę:D
Dalsza podróż do Phoenix zleciała mi na obrabianiu zdjęć, poprawianiu moich przepisów i nudzeniu się :-)Screen Shot 2013-07-16 at 7.49.01 PM Kiedy bateria w laptopie całkowicie umarła zabrałam się za pisanie postów na smartphone’ie :-)Screen Shot 2013-07-16 at 7.52.21 PM W trakcie mieliśmy jeden mały przystanek na środku pustyni: tablica mówi: ” Kolejny zjazd więzienie stanowe. Nie zabierać autostopowiczów”. W Ameryce nie może być niedomówień :-PScreen Shot 2013-07-16 at 7.57.41 PMKilka widoczków zrobionych po drodze przez pustynię; widzicie jak dużo było tu wiatraków?!?!?Screen Shot 2013-07-16 at 7.57.07 PM A i po raz pierwszy w Arizonie widziałam deszcz! Dobrze zrobił tutejszym kaktusom :-D Widok na centrum Phoenix i chyba meczet.
 Po przyjeździe do Chandler zrobiliśmy check-in i zostawiliśmy walizki w pokoju. Następnie ruszyliśmy po trzy wielkie torby do Krzysia znajomego Jarka, które wspaniałomyślnie przechował dla nas przez weekend :-) w Safeway’u kupiliśmy jeszcze piwka w podziękowaniu, a do tego mleko i owoce na jutro :-)
Po wieczornym piwku przy basenie poszliśmy spać. A tu nagle niespodzianka; usłyszałam że z sufitu kapie woda. Okazało się, że jest nieszczelna łazienka na górze i mamy zalany sufit w łazience i kuchni… O północy musieliśmy spakować wszystkie rzeczy i przenieść do innego pokoju, który o wiele bardziej mi się podoba :)
 Do jutra :*

los angeles / hollywood part 2

Kochani,

nadszedł czas na druga część relacji z pobytu w Los Angeles :-) Wczorajszą skończyłam na wizycie na Beverly Hills Farmers’ Market, gdzie zakupiłam najsłodszy fartuszek na świecie :-) Nastepnie pojechalismy dalej przez Beverly Hills, aż do wzgórz Hollywood :-) Kiedy podjeżdżaliśmy pod wzgórza napis „HOLLYWOOD” był już widoczny, ale nie był to wyjątkowo imponujący widok – napis był bardzo mały i znacznie oddalony. Po zrobieniu kilku zdjęć mój mąż zainterweniował i zaczął wjeżdżać na samo wzgórze!!!  Chciał podjechać pod sam napis. Jechaliśmy tak krętymi uliczkami wokół których znajdowały sie domy mieszkalne. Było bardzo mało miejsca i do tego bardzo stromo, co tylko wzmagało mój stres. W końcu podjechaliśmy do końca ostatniej drogi i naszym oczom ukazał sie ogromny napis „HOLLYWOOD” – mniej więcej na wysokości 4 piętra, wiec widok był imponujący :-) Zrobiliśmy kilka zdjęć i czmyknęliśmy czym prędzej, aby okoliczni mieszkańcy pięknych, wartych kilka milionów willi  nie wezwali ochrony :-PScreen Shot 2013-07-16 at 12.42.20 AMDokładnie na przeciwko napisu Hollywood znajdowała sie niezagospodarowana przestrzeń na dom mieszkalny; wystawiona na sprzedaż. Idealne i zapewne bardzo drogie miejsce. Jeśli ktoś to kupi będzie miał napis dokładnie na przeciwko!!! Ciekawe ile milionów $$$ kosztuje :-PScreen Shot 2013-07-16 at 12.16.04 AMZjeżdżając z powrotem po krętych uliczkach natknęliśmy sie na „The Garden of Oz” lub „The wall of toys” made by Arthur Sellers. Czyż nie jest to uroczy i bardzo piękny pomysł? Uwielbiam takie „dzieła sztuki” :-)Screen Shot 2013-07-16 at 12.31.12 AM Następnie zjechaliśmy i przeszliśmy się kawałkiem Hollywood Blvd., w miejscu gdzie znajdują się liczne gwiazdy znanych osobistości.Screen Shot 2013-07-16 at 12.57.29 AM Kochana Kamilko Krajewska-Korusiewicz – zdjęcie poniżej (akurat tych gwiazd) zrobiłam specjalnie dla Ciebie :-PScreen Shot 2013-07-16 at 12.53.59 AM  Ok. 13 pojechaliśmy w kierunku Santa Monica; aby dojechać do Malibu. Myślałam, że to już koniec zwiedzania w extremalnym upale na dziś i jedyne co nam zostało to leżenie na plaży, byczenie się itp. Ależ się myliłam… Korkowało sie extremalnie. Niestety, aby dojechać do celu straciliśmy najlepszy czas na opalanie. Droga z Hollywood Blvd., przez downtown w kierunku Santa Monika + dojazd do Malibu zajęła nam ok 3 mega meczących godzin w zamkniętej metalowej puszce… No nic nie ma co narzekać, lepsze to niż droga na piechotę w taką pogodę przez pustynie :-P :-P :-PScreen Shot 2013-07-16 at 12.45.24 AM

Gdy w końcu dojechaliśmy do Malibu szukaliśmy miejsca do zaparkowania ok 40 minut. Parking obok wejścia na molo kosztował 25$ – uznaliśmy: „niech spadają” :-) Zaparkowaliy 30 minut marszu od mola, w taką pogodę to katorga. Na szczęście dotarliśmy i naszym oczom ukazało się upragnione molo. I teraz uwaga: NIE TO, O KTÓRE KRZYSIOWI CHODZIŁO PRZEZ CAŁY CZAS (!!!) Na molo miały być restauracje, wesołe miasteczko i inne atrakacje. Na tym nie było nic poza łowiącymi rybakami :/Screen Shot 2013-07-16 at 12.25.22 AM Byłam tak zmęczona, że już nie miałam siły się denerwować. Wybraliśmy pierwszą po drodze restaurację i tam udalośmy się po ratunek: jedzenie :-)Screen Shot 2013-07-16 at 12.20.29 AM
 To miejsce w 100% zrekompensowało nam 3godzinny korek, 40stopniowy upał i nie to molo co trzeba. Usiedliśmy na zewnątrz i zamówiliśmy jedzonko. Krzyś stek, a ja sandwitch’e i piwo. Chyba to piwo pomogło mi się już kompletnie zrelaksować :-) Żeby tego było mało jedzenie było wyborne, kelner (typowy surfer) bardzo sympatyczny i do tego czegała na nas niespodzianka. W trakcie na scenę weszło 4 młodych chłopaków i dało bardzo fajny koncert na żywo! To było naprawdę cudowne :-) nie chciało się z tamtąd wychodzić!Screen Shot 2013-07-16 at 12.43.33 AM Screen Shot 2013-07-16 at 12.42.55 AM
 Niestety w pewnym momencie zmęczenie wzięło góre i wyszliśmy. Poszliśmy na chwilę nad ocean, niestety woda już była za zimna, do tego bardzo wiało, więc nie daliśmy rady się wykąpać. Do hotelu wracaliśmy wzdłuż wybrzeża i po 1,5 h byliśmy już na miejscu :-)Screen Shot 2013-07-16 at 12.44.49 AM
 Na dziś to tyle (i tak się rozpisałam, ale nie miałam ograniczeń czasowych; post powstał podczas 6godzinnej podróży do Phoenix, ale o tym już jutro :-P)
Ps. Taka mała historyjka z gołębiem na koniec, widzicie go w ogóle  :PScreen Shot 2013-07-16 at 12.49.30 AM
Caluje Was gorąco :-*

los angeles / hollywood part 1

Kochani,

Po przyłożeniu głowy do poduszki po nocy w Vegas postanowiłam, że na chwilę jeszcze otworzę oczy – a tu okazało się, że to już poranek i trzeba wstać (!!!) Spodziewalibyście się czegoś takiego??? Tak kiepsko mi się zaczął dzień. Zeszliśmy niewyspani do restauracji hotelowej i zamówiliśmy śniadanie. Pięknie podane, ale to jedyna jego zaleta :PScreen Shot 2013-07-15 at 7.23.08 AMOk 12 am postanowiliśmy, że już najwyższy czas na jazdę do Los Angeles. Droga do LA była hardcore’owa… Dawno nie byłam, aż tak zmęczona, jak podczas tych sześciu przejechanych autem godzin. Słońce prażyło niemiłosiernie przez okna, a wewnątrz auta buchała klima… Czekałam tylko na pojawienie się bólu gardła i pierwszy kaszel… Google maps pokazywało 4,15 h drogi, ale jak to bywa nie wliczyło straty czasu na korki i przejechane zjazdy z autostrady :-P Dlatego też do LA dotarliśmy dopiero po 6 h. Wieczorem mieliśmy zaliczyć Hollywood Blvd z gwiazdami znanych osobistości. Ale rzeczywistość oczywiście nijak się miała do naszych zamierzeń. Postanowiliśmy po kolacji położyć sie od razu spać :-) Polecono nam typowo amerykańską knajpkę z hamburgerami, stekami itp. Znajdowała sie dosłownie 10 min drogi od hotelu. To był jej główny plus :-) Zjedliśmy pyszne sandwich’e i wypiliśmy Dr Peper’a z ogromnych słoikow – Krzyś był zafascynowany tym pomysłem :-P Jedzenie było wyśmienite i bardzo… tłuste…Screen Shot 2013-07-15 at 7.21.10 AM Screen Shot 2013-07-15 at 7.20.49 AM Screen Shot 2013-07-15 at 7.20.22 AMPo powrocie do hotelu wzięliśmy obowiązkowy prysznic i spać. Była godzona 9 pm, ale po prawie nieprzespanej nocy w Vegas nie byliśmy w stanie dłużej wysiedzieć. Tzn. Krzyś poszedł spać, a ja wzięłam sie za pisanie posta o Vegas :) Widzicie jakie poświęcenie :P Uwierzcie mi pisałam go chyba śpiąc :-) W sobotę poza 6godzinna droga do LA, niewyspaniem i średnim śniadaniem nic ciekawego sie nie działo, dlatego też na tym zakończę :P

Następnego dnia tj. w niedziele postanowiliśmy wstać ok 7 rano. Nie było to trudne, ponieważ juz ok 6 am nie spaliśmy :-) Poszliśmy na kolejne beznadziejne śniadanie i kawę ze Starbucks’a i w droge. Najpierw pojechaliśmy na plaże w Torrence. Tam udało nam sie zrobić kilka zdjęć z widokiem na Pacyfik. Screen Shot 2013-07-15 at 6.25.53 AM Screen Shot 2013-07-15 at 6.27.40 AMScreen Shot 2013-07-15 at 7.21.34 AMNastepnie pojechaliśmy przez Beverly Hills i natknęliśmy się na miejski targ :) Nie omieszkałam zatrzymać się tam na moment. Wypiliśmy po boskim, słodkim, świeżowyciskanym soku pomarańczowym i kupiliśmy Kasi najcudowniejszy fartuszek na świecie :) Uwielbiam go i już :)Screen Shot 2013-07-15 at 7.00.55 AM Screen Shot 2013-07-15 at 7.01.24 AM Screen Shot 2013-07-15 at 7.01.53 AM Screen Shot 2013-07-15 at 7.02.15 AM Screen Shot 2013-07-15 at 7.02.55 AM Screen Shot 2013-07-15 at 7.02.34 AMCzyż nie leży idealnie???Screen Shot 2013-07-15 at 7.03.24 AMZielony domek :P

Kolejna relacja – z drugiej części tego szalonego dnia już jutro :) Zapraszam serdecznie i przesyłam buziaki. Krzyś już śpi, więc i na mnie już czas :*